reklama  
 
  play  
Czwartek, 20 Czerwca w Radio Derf
 Playlista   Pomoc   Parametry Play
Bluesdelta
Play
jazz
Play
standard
Play
soul
Play
bluesrock
Play
polskiblues
-=-=-=-=-=-                    FROM MEMPHIS TO NORFOLK – ZBIÓR ARTYKUŁÓW PRZEDSTAWIAJĄCYCH SYLWETKI WCZESNYCH BLUESMANÓW Z DELTY MISSISIPI, ZAPRASZAMY DO LEKTURY !!!                    -=-=-=-=-=-                    
  
NOWOŚCI : JOE BONAMASSA - REDEMPTION (2018)



NOWOŚCI : BETH HART - FRONT AND CENTER (Live From New York) (2018)



NOWOŚCI : DAVE MATTHEVS BAND - COME TOMORROW [2018]



NOWOŚCI : Tedeschi Trucks Band - [2019] - Signs



Bluesdelta
  Aktualnie: "John Lee Hooker - House Of The Blues - Ground Hog Blues (Single Version)"
jazz
  Aktualnie: "Jaroslaw Smietana - Talking Guitar - Polowanie Na Robaczka / Hunting A Bug"
standard
  Aktualnie: "Carlos Del Junco&The Blues Mongrels - Mongrel Mash - The Field"
soul
  Aktualnie: "Otis Redding - Live in London and Paris - My Girl - Otis Redding, Robinson, Smokey"
bluesrock
  Aktualnie: "The Derek Trucks Band - Soul Serenade - Oriental Folk Song"
polskiblues
  Aktualnie: "Romek Puchowski - Simply - 02. Come On In My Kitchen"
 
  menu  
aktualności
artykuły
download
festiwale
forum
From Memphis to Norfolk
galeria
koncerty
kontakt
linki nadesłane
o Radio Derf
reklama w Radio Derf
reportaże i wywiady
transmisje live
 
  reklama  
 
  partnerzy  
 
  reklama  
 
  odwiedzający  
 Wizyty:
start: 2007-07-03
 [4029772]  Wizyt łącznie
 [154]  Wizyt dzisiaj
 
  reklama  
 
  reklama  
 
  reklama  
 
  statystyki  
 [276]  Zarejestrowanych użytkowników
 [0]  Zalogowanych

 [907]  Aktualności

 [7]  Koncertów
 [0]  Nieopublikowanych
 [7]  Archiwalnych

 [93]  Galerii

 [21]  Linków

 [0]  Postów RD

 [55]  Reportaży/Relacji

 [3]  Forum

 [120]  Tematów forum

 [2449]  Postów forum
 
  artykuły  
<< (1 dokumentów/strona 1 z 1/dokumenty 1-1) >>
NA ANTENIE RADIA DERF: ROBBEN FORD  
Autor: administrator, 2009-11-12 23:49:57
NA ANTENIE RADIA DERF: ROBBEN FORD

Robben Ford należy do światowej czołówki gitarzystów elektrycznych. Pięciokrotnie nominowany go nagrody Grammy, grał ze sławami estrady: Milesem Davisem, Georgem Harrisonem, Philem Leshem, Bonnie Raitt, Joni Mitchell i Jimmy’m Witherspoonem. Stapia jazz, fusion, blues, soul i rock w oryginalny, sobie tylko właściwy styl, który przyniósł mu nominację do setki najznamienitszych gitarzystów w historii muzyki.

Robben urodził się w 1951 roku w Woodlake w Kalifornii, wychowywał zaś w niewielkim w Ukiah. Był trzecim z czterech synów Charlesa i Kathryn Fordów. Wszyscy jego bracia pasjonowali się muzyką, matka Robbena grała na pianinie i śpiewała, a ojciec za młodu był muzykiem country. Pierwszym instrumentem, na jakim Robben nauczył się grać był saksofon altowy, który pokochał całym sercem już jako dziesięciolatek, trzy lata później zaczął też uczyć się gry na gitarze, zafascynowany muzyką Michaela Bloomfielda i Elvina Bishopa. Podstaw nauczył się od ojca, potem sam wytrwale uczył się z książek, godzinami kopiując melodie zasłyszane w radio.

Koniec lat 60-tych to złote lata elektrycznej gitary. Robben dorastał słuchając na żywo koncertów Jimiego Hendrixa, Erica Claptona, Cream, Led Zeppelin, Alberta Kinga i B.B. Kinga. Zafascynował go jazz - Ornette Coleman, John Coltrane i Miles Davis i chicagowski blues, który podziwia do dziś za olbrzymią witalność i kreatywność. „Pokochałem saksofon i harmoniczne struktury, jakie odnalazłem w jazzie, ale moim zdaniem prawdziwym wyzwaniem dla gitarzysty elektrycznego jest jednak blues, nie jazz, mimo wszystkich tych znakomitych jazzowych gitarzystów. To blues oferuje gitarzyście największe bogactwo tonów i głębię uczuć.”

Czy czuje się gitarzystą bluesowym? „Zaczynałem od bluesa. Nie ma co do tego wątpliwości. Zawsze więc będę się czuł gitarzystą bluesowym. Ale od dzieciństwa pociągało mnie wiele wątków – dodaje – z pewnością dominował wśród nich blues, a później jazz i muzyka klasyczna. Słuchałem także muzyki pop, ale pamiętajcie, że kiedy dorastałem, pop reprezentowali Junior Walker, Otis Redding i Aretha Franklin”.

Po maturze Robben i jego bracia – Patrick i Mark założyli własny zespół nazwany na cześć ich ojca The Charles Ford Blues Band i razem nagrywali dla Arhoolie. Robben grał na saksofonie i gitarze, jego bracia na perkusji i harmonijce. Robben był dzieckiem szczęścia, jego talent szybko doceniono, posypały się zaproszenia od wielkich muzyków – 18-letni Robben towarzyszył już razem z bratem w trasie Charliemu Musselwhite’owi, którego zafascynowała jego gra na saksofonie, później zaprosił go do współpracy sam Jimmy Witherspoon, legenda bluesa. „Założyłem wówczas nowy skład – wspomina Robben – chciałem odłożyć na bok bluesa i wejść w czysty jazz. Graliśmy dopiero trzeci, może czwarty koncert, kiedy do naszego klubu przyjechał Whiterspoon. Zapytałem właściciela, czy moglibyśmy grać support przed jego koncertem– wspomina - Jimmy przyjechał tylko z gitarzystą, poprosił więc, byśmy mu akompaniowali. Grałem na saksofonie, bo Jimmy miał już gitarzystę. Nasza muzyka tak mu się spodobała, że zaprosił nas po tym weekendzie do własnego składu. Nie trzeba nam było dwa razy powtarzać. Spędziliśmy razem dwa lata. Jimmy był wspaniałym liderem. Kiedy prowadził, szedłem za nim krok w krok. „Gdzie ty, tam i ja.” Z Joni było tak samo. Była genialna. A przede wszystkim oboje byli sobą.” „Jimmy Whiterspoon był fascynującą postacią. Utalentowany, a jednocześnie radosny i szalony. Był mi bliski jak ojciec, przez te dwa lata wiele razem przeszliśmy. Brat namówił nas byśmy nagrali razem ''Live at the Notodden Blues Festival”, a później kolejną płytę live w klubie Mint. Nominowano ją do Grammy. Spoon był z tej nominacji ogromnie dumny, pierwszy raz go spotkała”.

Robben ruszył z Whiterspoonem na tournee po Europie i Stanach, nagrali razem dwie płyty: Live i sławną Spoonful'. W 1974 roku podczas jednego z koncertów poznał Toma Scotta i Joni Mitchell i muzyków The L.A. Express. Choć początkowo odmówił, wydawało mu się bowiem, że całkowicie różnie pojmują muzykę, ujęty “Court And Spark” Joni ruszył z nimi w trasę, nagrywał i koncertował. „Grałem muzykę, która nie mogła mi odpowiadać, ale było warto, bo otaczali mnie wspaniali muzycy. Po raz pierwszy grałem z ludźmi lepszymi ode mnie. Nie, żebym był aż tak dobry, dotąd po prostu nie wytykałem nosa poza rodzinne strony, aż tu nagle stanąłem na scenie z najlepszymi muzykami L.A. i świata. To był szok kulturowy i szok muzyczny. Sporo czasu mi zajęło, zanim odnalazłem się w tym nowym środowisku. Ale wszystko dobrze się potoczyło”.

Dwa lata, jakie spędził z zespołem uważa do dziś za najbardziej rozwijające w swojej muzycznej karierze. „Po Joni przyszedł czas na George’a Harrisona, który zaprosił Robbena do udziału w swojej amerykańskiej trasie „Dark Horse”. Po dwóch miesiącach udanych koncertów Robben mógł wreszcie odpocząć. Wyjechał do Kolorado, by medytować i zgłębiać tybetański buddyzm pod okiem mistrza Chogyama.

W 1977 roku ukazała się pierwsza solowa płyta Robbena Forda “The Inside Story”, wydana przez Elektrę. Początek lat 80-tych to upadek Elektry i niespokojne lata dla Robbena. Powrócił na Zachodnie Wybrzeże, ożenił się z aktorką Anne Kerr, poszukiwał własnej drogi, by utrzymać dom koncertował z Michaelem McDonaldem i nagrywał dla Warner Brothers, a wreszcie razem z żoną przeniósł się do Nowego Jorku. „Grałem, ale to nie byłem ja, to nie była moja muzyka. Zwracałem się już wtedy ku R&B i muzyce wokalnej, wiele pisałem”.

Tam w 1986 roku zadzwonił do niego jego idol Miles Davis, zapraszając go do swego nowego składu. Robben przyłączył się do niego wzruszony i zachwycony. „Czułem jakby wyniesiono mnie na ołtarze. Przez wszystkie te lata pracowałem i rozwijałem się, by wreszcie dostąpić tego zaszczytu. Trudno mi opisać, jak się czułem, kiedy usłyszałem pierwszą pochwałę z ust Milesa.” „Miles ogromnie mnie motywował – dodaje – wiedział jak mnie zdopingować. Stawiał przede mną wyzwania, ale był też ogromnie otwarty. Uwielbiałem go. Granie u niego było prawdziwym wyzwaniem, ale ja byłem w stanie je podjąć. Mimo ogromnego szacunku, udawało mi się być przy nim sobą. To właśnie lubił i tego oczekiwał od ludzi. Robił na ludziach szalone wrażenie. Kiedy wchodził do pokoju, wszyscy w mgnieniu oka ucichali i czekali skupieni na jego polecenia. Gdy odchodziłem powiedział „Możesz wrócić, kiedy chcesz”. Nie mógł powiedzieć mi większego komplementu”.

Jego grę z Milesem dokumentują znakomite nagrania z Montreux, Robbenowi nie dane było jedna długo cieszyć się wyróżnieniem. Obowiązywał go wciąż kontrakt z Warnerem, musiał więc wrócić na jakiś czas do Kalifornii. Wyrzeczenie jednak się opłaciło, bo nagrana wówczas płyta “Talk to Your Daughter” przyniosła Robbenowi jego pierwszą nominację do nagrody Grammy w kategorii „Album bluesowy roku”. Robben rozpoczął karierę solową. Czekało go siedem szczęśliwych lat. Zakończył współpracę z Warner Brothers i podpisał owocny kontrakt z wytwórnią Stretch/GRP, w której ukazać się miały jego trzy kolejne płyty nagrane razem z „The Blue Line” nowym składem Robbena w którym towarzyszyli mu Tom Brechtlein na perkusji i Roscoe Beck na basie. Kolejne płyty nagrane już solowo to “Tiger Walk” (nagrany w Nowym Jorku z sekcją rytmiczną Keitha Richarda) i znakomity „Supernatural”, z pamiętnym psychodelicznym interludium gitarowym i jazzowymi riffami, uważany za szczytowe osiągnięcie Robbena w dziedzinie kompozycji.

Nowe tysiąclecie również zaczęło się pomyślnie dla Robbena. Kontrakt z Concord Records zaowocował płytami “Blue Moon” (2002) i “Keep on Runnin’” (2003) oraz albumem “Truth” (2007), prezentującym oblicze współczesnego bluesa, który sam uważa za swoje największe osiągnięcie solowe. „Pragnąłem stworzyć muzykę maksymalnie współczesną. W bluesie zbyt często mówimy o minionych czasach, przemawiamy anachronicznym językiem. Ma to sens, ale ja zawsze starałem się pisać muzykę silnie osadzoną w teraźniejszości. Piszę o polityce, wojnie, o warunkach, w jakich przyszło nam żyć. Rzadko dziś słyszy się prawdę. Ludzie się jej obawiają”. Robben grał w tym okresie z Greggiem Allmanem. Muzyka Allmanów bardzo mu odpowiadała, porzucił jednak zespół, by skupić się na własnej płycie. „Dorastałem grając bluesa, jazz i pop, nigdy nie grałem wiele rocka. Dopiero w ostatnich latach się do niego przymierzyłem. Byli Allmani, Phil Lesh i Grateful Dead. To gitarowe składy stawiające na improwizację. Wspaniale jest grać muzykę pisaną specjalnie na gitarę. Pasuje mi to. Wyzwala we mnie wielka energię i daje mi wolność”.

Czy geniusz Robbena leży w jego technicznej sprawności? „Nie, z pewnością nie. Staram się grać perfekcyjnie, ale czasem uczucie celniej wyrazi niedoskonała technika. Trzeba pozwalać sobie i na taką grę. Technika, sprawność palców są ważne, nie przeczę, ale sama muzyka rodzi się w duszy, w emocjach, które szukają ujścia. Całe moje życie płonąłem pragnieniem wyrażenia moich emocji poprzez muzykę. Rozpierała mnie energia. Cóż miałem robić? Okradać banki? A więc zacząłem grać. Nigdy nie brałem lekcji gitary, nigdy nie miałem nauczyciela. W szkole uczyłem się gry na saksofonie. Gitary uczyłem się sam. Do dziś kiepsko radzę sobie z nutami.”

W sierpniu tego roku ukazał się najnowszy, czternasty już album Robbena „Soul on Ten” (Concord, 2009), zawierający nagrania live zarejestrowane podczas koncertu w San Francisco oraz najnowsze studyjne kompozycje Robbena.

Jak postrzega współczesnego bluesa?
„Nie kupuję wielu płyt i nie jestem na bieżąco ze współczesną sceną. Nie rzuca mnie na kolana. Nikt dziś nie potrafi pisać. Są dobre zespoły, zdarzają się dobrzy wokaliści, ale sam materiał jest ledwie przeciętny, a granie odtwórcze. Ciekawe rzeczy dzieją się moim zdaniem jedynie na młodej, undergroundowej scenie bluesowej. Jest coś w muzyce White Stripes, chłopak ma własny sposób na bluesa, sposób który może przemówić do młodych. Muzyka młodych to muzyka kreatywna, inspirująca i oryginalna. Takiej właśnie muzyki poszukuję. Wszyscy ci muzycy, których podziwiam – Butterfield i Bloomfield, John Mayall, Stonesi i Animalsi mieli własny pomysł na muzykę. To właśnie u nich lubię”.

Robben Ford mieszka dziś razem ze swoją żoną w Ojai w Kalifornii. Razem komponują, Robben koncertuje i produkuje płyty we własnej wytwórni Illyria. W jego domu wszędzie stoją gitary. „Na Telecasterze z 1960 gram bluesa, jest niezastąpiony. Mam też mnóstwo Gibsonów, na przykład Gibsona ES 335 z 1968 roku, ostatnio szaleję też za Les Paulami. Mam też gitary robione specjalnie dla mnie. W Fenderze robi je dla mnie Gene Baker. Gitarę, która widnieje na okładce mojej płyty „Truth” zrobił dla mnie mistrz z Japonii Taku Sakashita Używam progów 6105, są wysokie i dość wąskie. To wyzwanie, bo im wyższa akcja, tym trudniej jest grać szybko, z kolei przy niższych trudniej jest dociskać struny i wydobywać dźwięki z gitary. Mój technik je dla mnie dopasowuje. Razem szukamy złotego środka. Używam stale Dumble Overdrive Special i Zendrive. Zwykle wystarcza mi ten jeden pedał i wah-wah. Niewiele więcej ze sobą wożę. Nie ma sensu zabierać ze sobą w trasę całej aparatury. To za wiele kosztuje. Piece biorę, albo pożyczam, proszę wtedy o Fender Twin albo Fender Super Reverb. Mam dwa z 1960, jeden z 1963 i jeden z 1966. To ekstraklasa wśród wzmacniaczy.” „Muzycy myślą nieraz, że trzeba nakupić sobie sprzętu – dodaje - A tak naprawdę wystarczy dobra gitara i dobry wzmacniacz. Nic więcej nie trzeba, by dobrze grać.”

„Podążajcie za muzyką, podążajcie za sercem – radzi młodym muzykom – niech was nie zwiodą pokusy biznesu muzycznego. Muzyka i biznes nie mają ze sobą nic wspólnego. Bądźcie wierni sobie, a biznes sam was znajdzie”.

by_ingeborg

http://www.robbenford.com
http://www.digitalinterviews.com
http://www.modernguitars.com
 [0] komentarzy    skomentuj  
<< (1 dokumentów/strona 1 z 1/dokumenty 1-1) >>
 
  kalendarium  
Dziś jest: 2019-06-20
86 lat temu...
1933.06.20 w Torras w Luizjanie ur. się Lazy Lester (Leslie Johnson), wokalista i multiinstrumentalista bluesowy, gwiazda Excello Records.
 
  reklama  
 
  szukaj  


[również w treści]
 
 
  logowanie  

Nie jesteś zalogowany/-a

login: 

hasło: 




Nie pamiętam hasła

Zarejestruj się

 
  reklama  
 
  najnowsze  
Powered by PHP, Copyright (c) 2007-2019 ..::bestyjek::..