| Wizyty:
start: 2007-07-03
[383102]
Wizyt łącznie
[433]
Wizyt dzisiaj |
| |
|
<<
(1 dokumentów/strona 1 z 1/dokumenty 1-1)
>>
|
|
NA ANTENIE RADIA DERF: SPIDER JOHN KOERNER |
| Autor: administrator, 2010-03-05 01:03:57 |
NA ANTENIE RADIA DERF: SPIDER JOHN KOERNER
„Spider” John Koerner, jedna z najciekawszych postaci amerykańskiego folku i country bluesa nie dorastał wśród pól bawełny, nie urodził się biedny, ani czarny. Jego rodzice należeli do zamożnej klasy średniej, John wychowywał się w mieszczańskim Rochester w stanie Nowy Jork, a w osiemnastym roku życia przykładnie rozpoczął studia na wydziale inżynierii uniwersytetu stanu Minnesota. Pragnął budować samoloty. Historia jakich wiele? O, nie. Kilka miesięcy spędzonych z dala od skrzydeł rodziców wystarczyło, by John odkrył, że o wiele bardziej od nauki pociąga go blues.
„Nie słuchałem muzyki. Ani trochę mnie nie interesowała. Wszystko się zmieniło, kiedy poznałem Harry’ego Webera, kolegę z roku. Puszczał mi bluesowe płyty, sam też grał na gitarze. Nigdy wcześniej nie słyszałem podobnej muzyki, jej słowa poruszyły mnie do żywego, wyczułem w nich głębię, poezję. No i sposób w jaki traktowano tu instrument i głos. Wyszedłem oczarowany. Moje życie się odmieniło. Wiem, jak to brzmi, ale tak właśnie ze mną było.
Wkrótce miał stać się jedną z głównych sił wielkiego rewiwalu bluesa, na razie jednak rzucił studia i razem z przyjacielem ruszył na włóczęgę po kraju, niosąc na ramieniu pożyczoną gitarę. Później próbował zaciągnął się do marynarki wojennej, ale już po kilku dniach szkolenia w Camp Pendleton wyrzucono go z bazy za awanturnictwo.
Jesienią 1959 roku, 21-letni John (urodzony 31 sierpnia 1938 roku) wrócił do Minneapolis, ku rozczarowaniu rodziny nie zamierzał jednak dokończyć studiów. Stał się za to jedną z gwiazd rodzącej się sceny folkowej. Zamieszkał na stancji z młodziutkim Bobem Dylanem. Razem występowali w studenckich klubach i godzinami słuchali nagrań, próbując imitować styl „starych, czarnych gości z Południa, którzy nagrywali w latach 20-tych, 30-tych i 40-tych”. Dla Dylana, podobnie jak później dla Johna Lenona, Bonnie Raitt, czy Claptona, John był mistrzem i źródłem wiedzy o bluesie.
„Był ekscytującym śpiewakiem – wspomina Dylan – kiedy rozmawialiśmy, mówił cichym, stłumionym głosem, gdy śpiewał z jego ust wydobywał się najczystszy lament field-hollera. Zafascynował mnie i gdy tylko mogłem, szukałem jego towarzystwa”.
W bluesowych klubach Koerner zaprzyjaźnił się też z Davem Ray’em i Tony’m Gloverem – i to z nimi właśnie nagrał pierwsze płyty, wśród nich album „Blues, Rags and Hollers” (1963), kamień milowy folkowego odrodzenia w Stanach i na Wyspach Brytyjskich. Dave, Tony i John nie kopiowali, tworzyli zupełnie nową jakość, mocno jednak osadzoną w bluesowej tradycji.
„Wyobraźcie sobie nas, białe dzieciaki grające bluesa. Chcieliśmy być jak czarni. Grać jak oni. Jak oni pić, bawić się i zmieniać kobiety”.
Zapaleńcy z Minneapolis żyli w swoistej próżni, nieświadomi, że i inni muzycy w Stanach i Anglii podążają tą samą drogą. Grali wszystko, od bluesa, po elżbietańskie ballady i górnicze pieśni i jako jedni z niewielu robili to z czystej ochoty. Nie interesowała ich polityka, nie byli folklorystami, ani etnologami. Szybko stali się gwiazdami folkowej sceny, nagrali kolejne dwie płyty i wzięli udział w największych festiwalach kraju, m.in w na poły legendarnym już Newport. Po dwóch latach muzycy postanowili jednak podążać własnymi drogami. Ray i Glover występowali odtąd solowo lub w duecie pozostając przy pierwotnym bluesie. John nadal poszukiwał.
Sam Charters wydał właśnie sławny „The Country Blues”. „To dzięki niemu zrozumiałem, że blues to nie niewolnicze imitowanie tego, czy innego stylu – pisze John Koerner - liczy się duch. Nie wolno kopiować innych.” Wśród mistrzów Johna byli także Woody Guthrie i Big Joe Williams, który zaglądał i do klubów Minneapolis. Pod ich wpływem John zaczął pisać własne kompozycje, w których blues przenikał się psychodelicznymi brzmieniami nowej epoki.
Gdy John dowiedział się już czego szuka, razem z Williem Murphy’m, wszechstronnie utalentowanym gitarzystą, pianistą i basistą, zaczął pracować nad nowym albumem. Płyta ''Running, Jumping, Standing Still” stała się przebojem, zachwycał się nią nawet “Rolling Stone”. Spider i Murphy ruszyli w trasę po kraju, supportowali też czołowe zespoły rockowej sceny, na czele z Jefferson Airplane.
Wraz z popularnością przyszły jednak i rozczarowania, w trasie nie stroniono od narkotyków, a Johnowi coraz trudniej było utrzymać równowagę. Po krótkiej przygodzie z eksperymentalnym filmem porzucił scenę i wyjechał do Kopenhagi, rodzinnego miasta swojej ówczesnej żony. „Byłem wówczas w stanie ducha, w którym negowałem wszystko. Życie, muzyka straciły dla mnie sens. Odłożylem gitarę. Sądziłem, że na zawsze... Po roku mi przeszło”.
Powrócił w niezłym stylu. “Nie chciałem zaczynać od punktu, w którym przerwałem, lecz stworzyć nową jakość. Mój własny styl”. Owocem jego pracy był album ''Some American Folk Songs Like They Used To” wydany w 1974 przez Ray’a. Jeszcze w Kopenhadze John znalazł w antykwariacie klasyk Alana Lomaxa „American Folk Songs” , który zainpirował go do nowych poszukiwań.
Życie z Johnem nie należało w tym okresie do łatwych. Jego pierwsza żona poddała się i odeszła, a John wrócił do Minnesoty, zbudował w lesie chatę z bali i żył z dnia na dzień, pracując jako barman i robotnik budowlany. Nocami wpatrywał się w gwiazdy. „Kiedyś w Danii wracałem promem z koncertu. Obudziłem się o trzeciej nad ranem i wyszedłem na pokład. Nade mną migotały miliony gwiazd. Nagle zdałem sobie sprawę, że gwiazdy są i pod horyzontem, a my tkwimy na kawałku skały w samym sercu wszechświata. Poczułem, ze jestem jedynie pyłkiem w kosmosie. Ta myśl odmieniła moje życie”.
Występował z rzadka, wolał chłonąć i patrzeć. Przewędrował Meksyk i Zimbabwe, spędził jakiś czas w Arizonie, zbudował łódź i wyruszył na Wielkie Jeziora. Nie chciał grać bluesa, ani komponować. Sięgał jedynie po rodzimy folk. Przełomem w jego karierze okazał się dopiero bardzo osobisty album ''Nobody Knows the Trouble I’ve Been” (Red House, 1986), owoc wieczornej sesji z przyjaciółmi, nagranej, gdy za oknem szalało tornado, uważany do dziś za jedną z najlepszych amerykańskich płyt folkowych. John Koerner po niemal piętnastu latach wrócił do komponowania i na scenę.
Jak wspomina jeden z jego fanów: „Spider John, szczupły, wysoki mężczyzna w wyrazem dziecięcego zdziwienia na twarzy wyszedł na scenę trzymając dwunastostrunową gitarę, z harmonijką przy ustach. Przysiadł na skraju krzesła i zaczął trącać struny w synkopującym rytmie, uderzając do taktu stopą o podłogę. Zagrał linijkę lub dwie na harmonijce, odrzucił głowę do tyłu, przymknął oczy i zaczął śpiewać stłumionym głosem ''Careless Love'', jeden z klasyków amerykańskiej muzyki. Czuć było, że ogromnie się angażuje, ale uśmiech przewijający się przez jego wargi nie pozostawiał wątpliwości, że muzyka sprawia mu wielką radość. Podobnie jak i nam.”
Dziś John występuje solowo i z dawnymi przyjaciółmi – Murphy’m, Ray’em i Gloverem. Nagrał też z nimi wspólną płytę, wydaną w 1996 „ One Foot in The Groove”. W wieku 50 lat był już na tyle pogodzony z samym sobą, że ożenił się ponownie i dochował trojga dzieci.
„Moje życie było fascynującą podróżą. Przewędrowałem świat, poznawałem ludzi, gromadziłem doświadczenia. Czuję się uprzywilejowany, że mnie one spotkały.”
by_ingeborg
http://medfordarts.org
http://www.dirtynelson.com
http://www.redhouserecords.com
|
[0] komentarzy
skomentuj
|
|
Twój komentarz zostanie dodany po zaakceptowaniu przez moderatora
|
| |
|
|
| |
<<
(1 dokumentów/strona 1 z 1/dokumenty 1-1)
>>
|
| | |
|
Dziś jest: 2010-09-08 | | 66 lat temu... | | 1944.09.08 Urodziła się Mira Kubasińska, wokalistka grupy Breakout. | | | | | |
|