reklama  
 
  play  
Czwartek, 19 Października w Radio Derf
 Playlista   Pomoc   Parametry Play
Bluesdelta
Play
jazz
Play
standard
Play
soul
Play
bluesrock
Play
polskiblues
-=-=-=-=-=-                    FROM MEMPHIS TO NORFOLK – ZBIÓR ARTYKUŁÓW PRZEDSTAWIAJĄCYCH SYLWETKI WCZESNYCH BLUESMANÓW Z DELTY MISSISIPI, ZAPRASZAMY DO LEKTURY !!!                    -=-=-=-=-=-                    
  
NOWOŚCI, Serwer bluesrock: Doyle Bramhall II - [2016] - Rich Man



RADIO DERF POLECA: Premiera płyty ``Koldfusion`` (Monomotiv + Aleksandra Siemieniuk)



RADIO DERF POLECA: Hard Times - [2016] - Siedem



NOWOŚCI, Serwer bluesrock: Tedeschi Trucks Band - [2016] - Let Me Get By



Bluesdelta
  Aktualnie: "Rev. Gary Davis - A Little More Faith - I`ll Be All Right Some Day"
jazz
  Aktualnie: "Herbie Hancock - Inventions&Dimensions - Succotash"
standard
  Aktualnie: "Stevie Ray Vaughan - Blues You Can Use (Live) - Life Without You"
soul
  Aktualnie: "Sam Cooke - Greatest Hits - Frankie and Johnny"
bluesrock
  Aktualnie: "The Arc Angels - Arc Angels - Too Many Ways to Fall"
polskiblues
  Aktualnie: "Kulisz Trio Live - Wilczy zew"
 
  menu  
aktualności
artykuły
download
festiwale
forum
From Memphis to Norfolk
galeria
koncerty
kontakt
linki nadesłane
o Radio Derf
reklama w Radio Derf
reportaże i wywiady
transmisje live
 
  reklama  
 
  partnerzy  
 
  odwiedzający  
 Wizyty:
start: 2007-07-03
 [2231204]  Wizyt łącznie
 [51]  Wizyt dzisiaj
 
  reklama  
 
  reklama  
 
  statystyki  
 [271]  Zarejestrowanych użytkowników
 [0]  Zalogowanych

 [898]  Aktualności

 [7]  Koncertów
 [0]  Nieopublikowanych
 [7]  Archiwalnych

 [93]  Galerii

 [22]  Linków

 [0]  Postów RD

 [55]  Reportaży/Relacji

 [3]  Forum

 [120]  Tematów forum

 [2449]  Postów forum
 
  artykuły  
<< (1 dokumentów/strona 1 z 1/dokumenty 1-1) >>
HOSEA HARGROVE. Living Blues No 209  
Autor: administrator, 2016-03-26 00:07:44
HOSEA HARGROVE. Living Blues No 209, X.2010

By Roger Gatchet

Kiedy przyjrzymy się gigantom teksańskiej sceny, których sława nie maleje mimo upływu lat, nietrudno zrozumieć, dlaczego Hosea Hargrove zasłużył sobie na nasze uznanie. W swojej nowej książce “Texas Blues:The Rise of a Contemporary Sound”, folklorysta Alan Govenar wymienia Hardrove’a jednym tchem z podziwianym teksańskim pieśniarzem, Mancem Lipscombem.
Zmarły w 2003 roku Tary Owens, muzyk, producent i archiwista, który przez wiele dziesiątek lat dokumentował bluesową scenę East Side w Austin, wspomniał w wywiadzie dla „Austin Chronicle”, że jego zdaniem Hosea jest „żywym mostem między country bluesem Lightin’ Hopkinsa, Little Sona Jacksona i Blind Lemona Jeffersona a nowoczesnym bluesem”, a jego twórczość sięga „samych korzeni bluesa, nie tylko bluesa teksańskiego, ale całego gatunku. Hosea gra wyśmienitego, oszczędnego bluesa, którego wszelkie ozdobniki mogłyby tylko zepsuć”. Jimmie Vaughan, który chodził na występy Hosei na długo wcześniej, zanim zabłysnął w Fabulous Thunderbirds, nie waha się nazywać Hargrove’a swoim ulubionym gitarzystą.

Choć tak podziwiany, Hosea, podobnie jak blues, który gra, jest człowiekiem skromnym, o wyważonym smaku. Urodził się 18 listopada 1929 roku w okolicy Crafts Prairie w hrabstwie Bastrop. Dorastał nieopodal Smithville, niewielkiego miasteczka położonego pięćdziesiąt mil na południowy wschód od Austin.

„Dorastałem na farmie, pomagając w gospodarstwie – wspomina – dobrze mi tam było”. Młody Hargrove wychowywał się u ciotki May i wuja Hosei, który nadał mu imię. Wuj Hosea pracował jako sharecropper, oddając połowę plonów właścicielowi ziemi. „W tych czasach dzieliło się zbiory pół na pół – jedna bela dla nas, druga dla szefa. Mój wuj wykonywał większość pracy. Myślę, że to był dobry układ. Wuj tak właśnie robił”.

Hargrove pamięta wiele takich farm, na których mieszkał z ciotką i wujem. „Matka oddała mnie wujowi, a on obiecał, że weźmie mnie i wychowa na człowieka. Moja matka miała dziesięcioro dzieci. Musiała oddać mnie wujowi. Wuj od dawna mówił jej „Chciałbym wziąć małego i sam go wychować”. Matka przystała na to. „Możesz zabrać swojego chłopaka” powiedziała, kiedy skończyłem pięć lat. A on mnie wziął mnie do siebie i wychował. Robiłem wszystko to, co wuj. Pomagałem na farmie, karmiłem wieprze, rąbałem drewno. Wszystko, co powiedział”.

„Lubiłem wuja. Na początku nie wiedziałem, że nie jest moim ojcem. Kiedy byłem mały sądziłem, że wuj jest moim tatą. Troszczył się o mnie, jak o własnego syna. Do licha, nie miałem pojęcia, że nie jest moim rodzonym ojcem. Powiedział mi o tym dopiero później, kiedy mój ojciec miał przyjechać do Smithsville. Nie zobaczyłem go jednak wtedy. Spotkałem go dopiero, kiedy skończyłem piętnaście lat. Wołali na niego „Chicken”.

Hosea zetknął się po raz pierwszy z muzyką w kościelnym chórze rodzinnej parafii. Należał do Primitive Baptist Church. Jego najżywsze wspomnienia z tamtych lat nie dotyczą jednak muzyki, ale jedzenia.

„W tamtych czasach wszyscy chodziliśmy do kościoła. Chodziłem na mszę co niedziela. Szedłem do kościoła głównie po to, żeby się najeść. Nie wiedziałem zbyt wiele o obrządkach i całej reszcie, ale jedzenie mieli tam pyszne. Do licha, ależ ja lubiłem tam chodzić. Każda rodzina przynosiła inną potrawę. Ciotka gotowała na tę okazję garnek czerwonej fasoli, albo coś innego. Piekła ciasto. Ktoś inny przynosił mięso, kiełbaski albo fasolkę. Ależ to była uczta!”

Dorastając w zżytej, wiejskiej społeczności na prowincji Teksasu, Hargrove sięgnął po gitarę już w dzieciństwie. Podstaw gry uczył się od swojego biologicznego ojca i Sonny’ego Chase’a, znanego w okolicy gitarzysty.
„Nigdy nie miałem dość jego gry – wspomina Hosea. Wuj protestował „Pan Sonny musi mieć cię po dziurki w nosie. Przestań wreszcie go zamęczać”. Chodziłem jednak, siadałem obok i przyglądałem się jak gra”.
„Pewnego dnia powiedział wujowi „Ten chłopiec powinien zostać gitarzystą”. Widział, jak bardzo interesuje mnie to, co robi. Nauczyłem się wszystkiego, czego mi było trzeba. Tak właśnie, jak wam to opisałem. Nigdy nie brałem lekcji. Sprowadziłem sobie podręcznik z Nowego Jorku. Dużo mi dał. Dzięki niemu poznałem akordy i tonacje. Dowiedziałem się, jak grać w E, C, D i F. Ale czytać nut nigdy się nie nauczyłem. Grałem to, co sam usłyszałem i nic ponadto.”

„Nie było mi łatwo. Do dziś to pamiętam. Ciągnęło mnie do gitary odkąd sięgam pamięcią. Próbowałem sam ją sobie zrobić. Do licha, chciałem mieć gitarę, więc ją sobie zmajstrowałem. Z pudełka po cygarach i drutu. Dobrze go naciągnąłem i próbowałem grać znane kawałki. Nie obchodziło mnie jak gra, byleby grała. Widziałem, jak inni grają slidem. Myślałem, że palce mi od tego odpadną, ale nie odpadły. Przyzwyczaiłem się.”

Pod koniec lat 40-tych Hargrove przeniósł się ze Smithsville do Dallas. Znalazł tam pracę jako pomywacz w restauracji. Nie został długo w mieście. Zarzucił gitarę na ramię i ruszył w drogę, podejmując się sezonowych prac. Przemierzył Teksas, Kolorado, Nowy Meksyk, Arizonę i Kalifornię, dotarł nawet do Ohio. W Arizonie poznał tajniki gry na gitarze elektrycznej. Uczył się od miejscowego muzyka, Williego Thorntona. „Willie grał w klubach. Przyłączyłem się do niego. Tak właśnie zaczynałem” – wspomina.

Długo trwało zanim odważył się wystąpić. Wiele dni towarzyszył Thorntonowi jak cień. W końcu Willie zaproponował mu występ. „Nie zagrałbyś dziś „I Love My Life?” – zapytał. Zdrętwiałem z przerażenia. Kiedy zaczynałem byłem ledwo żywy z onieśmielenia. Ale ludzie zaczęli tańczyć i to mnie ośmieliło. Uwierzyłem, że gram całkiem dobrze”.

Kiedy Hargrove wrócił do Teksasu w połowie lat 50-tych, był już dojrzałym muzykiem. Zaczął występować w juke-jointach i barach Centralnego Teksasu, swojej rodzinnej ziemi. Nie minęło wiele czasu, a skompletował własne trio i rozpoczął regularne występy w Elgin. Stałym gościem był na nich młody Jimmie Vaughan.
„Przychodził zawsze, kiedy grałem w mieście. Pozwalałem mu grać na mojej gitarze. Siadał ze mną i grał. Do licha, dobrze chłopak grał, naprawdę dobrze. Ludzie byli zaskoczeni widząc, jak młody, biały chłopak gra bluesa. W tych czasach ludzie nie wiedzieli, że biali potrafią grać bluesa, naśladować B.B. Kinga i całą resztę. Jimmie potrafił”.

W latach 60-tych Hosea odnosił sukcesy w miejscowych konkursach talentów i często pojawiał się na scenie w towarzystwie cenionego na East Side składu Bluesboy Hubbard and the Jets. Henry „Bluesboy” Hubbard przewodził grupie, a jego zespół należał do największych atrakcji East Side, grając jako house-band w Charlie’s Playhouse, a po godzinach w Ernie’s Chicken Shack. Kiedy Hargrove pojawiał się u ich boku, właściciele zamawiali u niego „44 In My Hand”, drapieżny kawałek, który Hosea przypomina na swojej nowej płycie „Tex Golden Nuggets”. Hargrove przestrzega na niej groźnie, że „rankiem wróci do miasta z rewolwerem w prawicy”.

„Chłopie, wszyscy piwosze przepadali za tym kawałkiem – wspomina Hosea z uśmiechem – każdy o niego prosił. Pamiętam takiego, który dał mi trzy dolary, żebym nie przestawał grać. Za każdym razem, kiedy kończyłem, dostawałem kolejną trójkę. Nie byłem w ciemię bity, skracałem kawałek, jak tylko mogłem”.

Hargrove nagrał „I Love My Life” w 1998 dla wytwórni Fedora, a w kolejnych latach wydał kilka własnej produkcji płyt nagranych z Enter City Band. W 2008 przyjęto go do Austin Music Hall of Fame. Zaszczytu tego dostępuje corocznie jedynie szczupłe grono muzyków. Hargrove mówi o tym wyróżnieniu na swój zwykły, skromny sposób – „Cóż, dali mi nagrodę. Dobrze mi z tym. Gram tu już ładny kawałek czasu. Sporo lat na tym spędziłem.”

Wyważona, przemyślana gra Hargrove’a unikająca zbędnych efektów i jego bogaty w niuanse wokal wpisuje się idealnie w przestrzeń pomiędzy surowym, wiejskim bluesem teksańskich trubadurów, takich jak Lightin’ Hopkins, czy Juke Boy Bonner, a bardziej nowoczesne brzmienia ich elektrycznych następców. Hosea nie pragnie ponownie wynaleźć koła. Eddie Stout, właściciel Dialtone, wspomina , że nagrywając Hargorve’a miał tylko jedno na uwadze: „pozwolić Hosei sięgać do samej głębi i grać tak, jak czuje”.

Nieco onieśmielony wiekiem, 81-letni dziś Hosea kontynuuje występy na scenach centralnego Teksasu, w przerwach zajmując się ogrodem. W tym roku występował już na festiwalu w Austin, prezentując bluesa Teksasu. Wydając „Tex Golden Nuggets” ma nadzieje podbić swoją muzyką serca nowego pokolenia słuchaczy. Pragnie pokazać im, że nie potrzeba formalnego wykształcenia, by grać dobrego bluesa.

„Jestem samoukiem. Nie uczyłem się z książek, nie znam tych wszystkich akordów, ani całej reszty, ale do licha, przyłożyłem się. Nauczyłem się wszystkiego, czego tylko mogłem”.

tłum. by_ingeborg

http://www.livingblues.com
 [0] komentarzy    skomentuj  
<< (1 dokumentów/strona 1 z 1/dokumenty 1-1) >>
 
  kalendarium  
Dziś jest: 2017-10-19
33 lat temu...
1984.10.19 W Atlancie w stanie Georgia zmarł w wieku 78 lat Buddy Moss, gitarzysta bluesowy ze Wschodniego Wybrzeża.

29 lat temu...
1988.10.19 w Detroit zmarł Son House, właściwie Eddie James House Jr, jeden z największych bluesmanów Delty.
  
  szukaj  


[również w treści]
 
 
  logowanie  

Nie jesteś zalogowany/-a

login: 

hasło: 




Nie pamiętam hasła

Zarejestruj się

 
  najnowsze  
Powered by PHP, Copyright (c) 2007-2017 ..::bestyjek::..