reklama  
 
  play  
Niedziela, 27 Maja w Radio Derf
 Playlista   Pomoc   Parametry Play
Bluesdelta
Play
jazz
Play
standard
Play
soul
Play
bluesrock
Play
polskiblues
-=-=-=-=-=-                    FROM MEMPHIS TO NORFOLK – ZBIÓR ARTYKUŁÓW PRZEDSTAWIAJĄCYCH SYLWETKI WCZESNYCH BLUESMANÓW Z DELTY MISSISIPI, ZAPRASZAMY DO LEKTURY !!!                    -=-=-=-=-=-                    
  
NOWOŚCI : Joe Bonamassa - British Blues Explosion Live (2018)



NOWOŚCI : Chick Corea - [2018] - Chinese Butterfly



NOWOŚCI : Beth Hart & Joe Bonamassy - [2018] - Black Coffee



NOWOŚCI : Martyna Jakubowicz - Zwykły Włóczęga (2018)



Bluesdelta
  Aktualnie: "Dr. Isaiah Ross - Boogie Disease - Mississippi Blues"
jazz
  Aktualnie: "Jean-Luc Ponty - Live at Semper Opera - Caracas"
standard
  Aktualnie: "Buddy Guy - Live At The Checkerboard Lounge, Chicago 1979 - I`ve Got A Right To Love My Woman"
soul
  Aktualnie: "Irma Thomas - True Believer - Chains of Love"
bluesrock
  Aktualnie: "The Allman Brothers Band - Instant Live The Fox Box Set - Can`t Lose What You Never Had"
polskiblues
  Aktualnie: "Romek Puchowski - Simply - 08. Walking Down The Delta"
 
  menu  
aktualności
artykuły
download
festiwale
forum
From Memphis to Norfolk
galeria
koncerty
kontakt
linki nadesłane
o Radio Derf
reklama w Radio Derf
reportaże i wywiady
transmisje live
 
  reklama  
 
  partnerzy  
 
  odwiedzający  
 Wizyty:
start: 2007-07-03
 [2901721]  Wizyt łącznie
 [2255]  Wizyt dzisiaj
 
  reklama  
 
  reklama  
 
  statystyki  
 [272]  Zarejestrowanych użytkowników
 [0]  Zalogowanych

 [899]  Aktualności

 [7]  Koncertów
 [0]  Nieopublikowanych
 [7]  Archiwalnych

 [93]  Galerii

 [21]  Linków

 [0]  Postów RD

 [55]  Reportaży/Relacji

 [3]  Forum

 [120]  Tematów forum

 [2449]  Postów forum
 
  artykuły  
<< (1 dokumentów/strona 1 z 1/dokumenty 1-1) >>
NA ANTENIE RADIA DERF:LUKE “LONG GONE” MILES  
Autor: administrator, 2014-12-13 22:15:06
LUKE “LONG GONE” MILES

Luke „Long Gone” Miles, uczeń i wieloletni partner Lightin’ Hopkinsa, należy do najbardziej utalentowanych, a jednocześnie najmniej znanych wokalistów bluesowych. Nagrywał niewiele, a jego płyty są dziś rozchwytywane przez kolekcjonerów.

Luke urodził się 8 maja 1925 roku, w Lachute, mikroskopijnej osadzie na brzegiem Rzeki Czerwonej, 15 mil na południe od Shreveport w Luizjanie. Jeszcze dziś to niemal bezludne, bagniste okolice, pełne moskitów i malarycznych wyziewów. Nic nie wskazuje tu na bliskość Nowego Orleanu, z jego bogatą i fantazyjną kulturą. Ludzie są tu ubodzy, a krajobraz ponury i jednostajny. To kraina bluesa.

Luke pochodził z licznej rodziny, miał czterech braci i dwie siostry. Ojciec porzucił dom. Dzieciństwo Luke spędził na plantacji, namiętnie słuchając radia. Rodzina Luke’a była zbyt uboga, by pozwolić sobie na kupno patefonu, płyty zagościły więc w ich domu dopiero wtedy, kiedy starsza siostra chłopca wyszła za mąż. Luke, początkowo zafascynowany Sonny Boyem Williamsonem, zachwycił się wówczas surowym teksańskim bluesem z kolekcji szwagra.

„Pierwszą bluesową płytą, jaką usłyszałem było nagranie Sonny Boya Williamsona. Musiałem mieć wtedy piętnaście, szesnaście lat. Nie pamiętam, jaka to była płyta, ale kiedy ją usłyszałem, zupełnie straciłem głowę. Śpiewałem od rana do wieczora. Ludzie uważali, że śpiewam jak Muddy Waters. Zbierałem wtedy bawełnę, ale nie byłem wystarczająco silny by unieść worek, musiałem zbierać bawełnę do skopka.”

„Od kiedy usłyszałem Sonny Boya nie mogłem przestać myśleć o śpiewaniu. Moja starsza siostra chodziła wtedy z chłopakiem z Teksasu. Kiedy usłyszałem, że ma Victrolę i całą masę bluesowych płyt, robiłem wszystko, żeby się pobrali.” „Udało mi się – dodaje – siostra wyszła za mąż, a ja dostałem swoje płyty. Wysłuchałem je wszystkie od deski do deski”.

W 1952 roku siedemnastoletni Luke porzucił Lachute i wyjechał do Houston. Nie szukał pracy, czy lepszych zarobków, pragnął tylko jednego – poznać Lightnin’ Hopkinsa. Wkrótce po przybyciu do miasta udało mu się dopiąć celu. Został uczniem Hopkinsa, który zachwycił się jego głębokim, pełnym mocy głosem i jeszcze w tym samym roku rozpoczął występy w klubach Houston.

„Lightnin’ Hopkins nauczył mnie wszystkiego o bluesowym śpiewie – wspomina - pierwszy raz wystąpiłem przed publicznością właśnie u jego boku. Kiedy wyszedłem na scenę mikrofon wypadł mi z ręki. Nie byłem zdenerwowany... Byłem przerażony. Ale Lightin’ zapewnił mnie, że mam dobry głos, muszę tylko nauczyć się występować przez ludźmi.” „Tego pierwszego wieczoru Lightnin’ nadał mi mój pseudonim – uśmiecha się - zostałem Long Gone Milesem. Nie ma na świecie człowieka, którego kochałbym tak, jak jego.”

Na sukces nie trzeba było długo czekać. W 1961 Milesa zaproszono do studia razem z Hopkinsem. Odtąd mieli występować i nagrywać razem. Ich współpraca trwała aż do 1961 roku, kiedy Luke kolejny raz rzucił wszystko i wyjechał do Los Angeles. Dlaczego? Sam Miles twierdzi, że była to jego suwerenna decyzja:
„W dniu, w którym opuszczałem Houston, Lightnin’ siedział na swoim ganku i obserwował, jak oddalam się drogą. Myślę, że w głębi ducha wciąż miał mnie za swojego małego synka i kiedy powiedziałem, że wyjeżdżam, nie mógł uwierzyć, że jego chłopiec odchodzi.”

Choć Luke lubił opowiadać o swojej niezależności, najprawdopodobniej podążył do Kalifornii za Hopkinsem, który w tym okresie tam właśnie odnosił największe sukcesy.

Do Los Angeles przyjechał 26 maja 1961 roku bez grosza przy duszy. Nie udało mu się znaleźć stałej pracy, zaczął więc robić to, co najbardziej kochał - śpiewać bluesa. Hopkins poszedł już wówczas własną drogą, Luke zaczął więc występować z innymi. Wydał całą serię 45-tek z Browniem McGhee i Sonnym Terrym, a w 1962 sprzymierzył się z Williem Chambersem, z którym występować miał regularnie w klubach L.A. i San Francisco. Luke’a przedstawiono Chambersowi wkrótce po przyjeździe do Kalifornii, ale początkowo nie wywarł na nim wrażenia. „Spojrzałem na niego i pomyślałem, że to zwykły kmiotek, który nie ma pojęcia o śpiewaniu – wspomina ze śmiechem Chambers – on również nie cenił mnie wysoko, jako gitarzysty”.

Miles wspominał nieraz ze śmiechem ich wspólny występ w hotelu Beverly-Wilshire. Zastąpili tam w ostatniej chwili Mahalię Jackson. „Zacząłem śpiewać, a tu patrzę – ludzie zbierają się do wyjścia. Z początku nie przejąłem się za bardzo, myślałem, że idą po lemoniadę. Ale wychodziło ich wciąż więcej i więcej, aż w końcu zostaliśmy sami na sali. Spojrzałem na Williego, Willie na mnie i wybuchliśmy śmiechem. Wzięliśmy sobie po kanapce i spłynęliśmy”.

Rok 1964 przyniósł Milesowi szczęście. 5 lutego Luke nagrał swój pierwszy i zarazem najsławniejszy album - „Country Born”, znakomicie łącząc elementy teksańskiego bluesa Hopkinsa z tradycjami muzycznymi swojej własnej ziemi. Sesja była niespodzianką dla wszystkich w World Pacific. Leroy Vinnegar, etatowy basista wytwórni, człowiek nie skory do pochwał, wspominał z przejęciem, że tego wieczoru jego dusza doznała oczyszczenia.

„Znałem Leroya od lat – opowiada jeden z jego znajomych – i nigdy nie widziałem, żeby czymś się ekscytował. Tego wieczoru jednak śmiał się radośnie jak dziecko”. Luke, Willie Chambers i Leroy nagrali razem osiemnaście kawałków. Wszystkie tak udane, że serce pękało, kiedy trzeba było wybrać materiał na płytę. Osiem odrzuconych wówczas utworów spędziło w archiwach niemal ćwierć wieku. Wznowione w latach 80-tych stały się gratką dla koneserów archaicznego bluesa.

„Country Born” odniósł sukces. Posypały się zamówienia na single. Do 1969 Luke wydał ich kilkanaście, w tym znakomity „38 Pistol”. Do jednych z najlepszych nagrań z tego okresu należy niewątpliwie „Live at Ash Grove” z 1966, na którym Luke’owi akompaniuje młodziutki Bernie Pearl, brat właściciela lokalu.

Jak wspominają współcześni, akompaniowanie Milesowi nie było prostą sprawą, śpiewał dawnym sposobem, z głębokim południowym akcentem, na swój własny sposób interpretując time. Nie przywiązywał wagi do ośmio- czy dwunastotaktowych ram, a każdy jego występ różnił się od poprzedniego.

Luke nie byłby jednak sobą, gdyby w spokoju rozkoszował się sukcesem. W 1970 nagle spakował się i wyjechał z Los Angeles. Miał 45 lat. Odtąd słuch po nim zaginął. Hopkins podróżował wówczas po Stanach i Europie. Nigdy więcej się nie spotkali.

Miłośnicy bluesa skupieni wokół portalu Delta Blues długie lata szukali śladu Luke’a. W końcu wpadli na trop. Luke nigdy nie opuścił miasta, a jedynie na zawsze porzucił scenę. Zmarł najprawdopodobniej 22 listopada 1987 roku, w wieku zaledwie 62 lat. Choć akta zdają się to potwierdzać, jeden z dawnych znajomych Luke’a twierdzi jednak, że widział go przy życiu jeszcze w 2005.

by_ingeborg

http://www.myspace.com/jeffdalethesouthwoodlawners
http://www.wirz.de
 [0] komentarzy    skomentuj  
<< (1 dokumentów/strona 1 z 1/dokumenty 1-1) >>
 
  kalendarium  
Dziś jest: 2018-05-27
94 lat temu...
1924.05.27 W Clarksdale w stanie Missisipi urodził się Brother John Sellers, wokalista i gitarzysta bluesowy.

55 lat temu...
1963.05.27 Wytwórnia Columbia wydała album Boba Dylana ''The Freewheelin' Bob Dylan.
  
  szukaj  


[również w treści]
 
 
  logowanie  

Nie jesteś zalogowany/-a

login: 

hasło: 




Nie pamiętam hasła

Zarejestruj się

 
  reklama  
 
  najnowsze  
Powered by PHP, Copyright (c) 2007-2018 ..::bestyjek::..