reklama  
 
  play  
Piątek, 18 Września w Radio Derf
 Playlista   Pomoc   Parametry Play
Bluesdelta
Play
jazz
Play
standard
Play
soul
Play
bluesrock
Play
polskiblues
-=-=-=-=-=-                    FROM MEMPHIS TO NORFOLK – ZBIÓR ARTYKUŁÓW PRZEDSTAWIAJĄCYCH SYLWETKI WCZESNYCH BLUESMANÓW Z DELTY MISSISIPI, ZAPRASZAMY DO LEKTURY !!!                    -=-=-=-=-=-                    
  
NOWOŚCI : Pat Metheny - (2020) - From This Place











NOWOŚCI : Tedeschi Trucks Band - [2019] - Signs



Bluesdelta
  Aktualnie: "Son House - Legends of Country Blues - CD 2/5 - Levee Camp Blues"
jazz
  Aktualnie: "Miles Davis - Amandla - Jo-Jo"
standard
  Aktualnie: "Eric Clapton - Crossroads 2 (Live in the Seventies) (disc 3) - Stormy Monday"
soul
  Aktualnie: "Aretha Franklin - Queen of Soul - Vol. 2 - Sit Down and Cry"
bluesrock
  Aktualnie: "Gov`t Mule - Mulennium - CD 1 - Dazed And Confused"
polskiblues
  Aktualnie: "Pawel Szymanski - Uroda Zdarzen - Otch3an Egzystencjalnej Pustki"
 
  menu  
aktualności
artykuły
download
festiwale
forum
From Memphis to Norfolk
galeria
koncerty
kontakt
linki nadesłane
o Radio Derf
reklama w Radio Derf
reportaże i wywiady
transmisje live
 
  reklama  
 
  partnerzy  
 
  odwiedzający  
 Wizyty:
start: 2007-07-03
 [5537961]  Wizyt łącznie
 [720]  Wizyt dzisiaj
 
  reklama  
 
  reklama  
 
  reklama  
 
  statystyki  
 [283]  Zarejestrowanych użytkowników
 [1]  Zalogowanych

 [915]  Aktualności

 [7]  Koncertów
 [0]  Nieopublikowanych
 [7]  Archiwalnych

 [93]  Galerii

 [21]  Linków

 [0]  Postów RD

 [55]  Reportaży/Relacji

 [3]  Forum

 [120]  Tematów forum

 [2449]  Postów forum
 
  artykuły  
<< (1 dokumentów/strona 1 z 1/dokumenty 1-1) >>
NA ANTENIE RADIA DERF: SCREAMIN' JAY HAWKINS  
Autor: administrator, 2011-10-28 17:09:05
NA ANTENIE RADIA DERF: SCREAMIN' JAY HAWKINS

Płonące trumny, dziki makijaż, tarantule i trupie czaszki to arsenał rzadko kojarzony z bluesem. Ich pojawienie się na scenie zawdzięczamy jednak bluesmanowi. Dokonał tego na długo przedtem, zanim Ozzy Osbourne zrobił sobie pierwszy tatuaż. Screamin’ Jay Hawkins, bo o nim mowa, przeszedł do historii muzyki jako ekscentryk i prowokator, był jednak przede wszystkim utalentowanym pianistą, saksofonistą i bluesowym shouterem, którego muzyka budowała podwaliny rock’n’rolla.

O jego dzieciństwie trudno napisać coś pewnego – Jay uwielbiał zmyślać i był wniebowzięty, gdy udało mu się sprzedać prasie najbardziej nieprawdopodobną historię – wiadomo jednak, że przyszedł na świat jako Jalacy J. Hawkins, 18 lipca 1929 w Cleveland w stanie Ohio i we wczesnym dzieciństwie trafił do sierocińca. Wedle jego słów adoptowali go Indianie z plemienia Czarnych Stóp.

„Było nas w domu siedmioro – opowiadał Jay – i wierzcie mi, każde miało innego ojca. Matka nie gustowała w czarnych. Wpadł jej za to w oko pewien Chińczyk. Urodziła mu dziecko. I jednemu białemu też. Mój ojciec pochodził w Arabii. Matka wiele wtedy podróżowała. Odziedziczyła mnóstwo pieniędzy. W Waszyngtonie mieszka wielu Hawkinsów, prawdziwi z nich bogacze. Nie mam pojęcia na czym tak się dorobili.
Kiedy moja matka zaszła w ciążę rodzina ją przegnała. Obrzucili ją kamieniami i wsadzili do autobusu do Cleveland. Urodziła mnie tuż po przyjeździe do miasta i zostawiła w najbliższym przytułku. Kiedy miałem osiemnaście miesięcy na prośbę matki wzięła mnie do siebie bogata, indiańska rodzina. Żyliśmy w lesie, żywiliśmy się roślinami i kwiatami i gotowaliśmy zupę z kamieni – tylko Indianie wiedzą, które kamienie nadają się na zupę. Moja indiańska matka była szamanką. Gdyby urodziła się w Nowym Orleanie zostałaby z pewnością kapłanką voodoo.”

Jay już we wczesnym dzieciństwie uwielbiał muzykę. Sam nauczył się grać na pianinie i czytać nuty i jako dziecko występował w nocnych lokalach Cleveland. Marzył o karierze śpiewaka operowego (jego idolami byli Caruso i Paul Robeson) i w młodości studiował ponoć pianino i śpiew w stanowym konserwatorium, z biegiem czasu zwrócił się jednak w stronę bluesa.

W 1944 Jay zaciągnął się do wojska. Miał dopiero czternaście lat, udało mu się jednak przekonać komisję poborową, że jest o dwa lata starszy. Reporterom opowiadał, że służył w jednostce specjalnej i na Pacyfiku dostał się do japońskiej niewoli: „Byłem na Pacyfiku i w Korei. Moja skóra przypomina puzzle, tyle na niej blizn. Pewien Japończyk przeciął mnie mieczem na dwoje.” Sławna jest też opowieść o tym, jak Jay urwał dowódcy głowę granatem, najprawdopodobniej jednak z komisji poborowej trafił prosto do wojskowej orkiestry. Przez trzy lata grał na saksofonie w Stanach, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Japonii i Korei, z powodzeniem uprawiał też boks, zdobywając w 1947 Złote Rękawice na zawodach w Cleveland. Mistrzowskiego tytułu dorobił się też podobno na Alasce, wtedy też po pierwszy raz się ożenił. „Nie ma to jak poślubić dziewczynę, która mówi ci, że zaszła w ciążę, kiedy ciebie dwa lata nie było w domu. Jak można być takim głupim, żeby dać się na to złapać? Kiedy o tym pomyślę, chce mi się krzyczeć.” – wspomina.

Po demobilizacji, w 1951 Jay przyłączył się do zespołu Tiny’ego Grimesa, członka Art Tatum Trio i jednego z prekursorów elektrycznej gitary jazzowej. Nosił już wówczas przydomek Screamin’, a jego niepokorna natura przysparzała mu tylu przyjaciół, co i wrogów. „W 1950 wylądowałem w barze w Nitro, niedaleko Charlestonu – wspomina - siedziała tam potężna matrona. Słoń wyglądałby przy niej jak ołówek, taka była tłusta, ale ani trochę jej to przeszkadzało. Radosna była jak skowronek. Opróżniała dwie butelki whisky równocześnie i szturchając mnie łokciem ryczała: „Scream, baby, scream!” - „Wrzeszcz, mały, wrzeszcz!”. „Szukałeś przezwiska? – pomyślałem sobie – no to je znalazłeś!”

W szeregach ubranych w kilty Rockin' Highlanders Grimesa nagrał w Gotham i Atlantic swoje pierwsze single, nie polubił jednak ani jazzu, ani auta Tiny’ego, w którym przyszło mu spędzać noce. „Grałem u Tiny’ego na saksofonie i na pianinie – wspomina Jay - śpiewałem bluesa, prowadziłem auto, stałem na bramce i wyprowadzałem psa za niecałe trzydzieści dolarów tygodniowo.” Już wówczas pianino i wyrazisty baryton Jaya wybijały się na tle grupy, jego chrapliwy wokal nie spodobał się jednak preferującemu popowe klimaty szefowi Atlantic Records.

„Kiedy nagrywaliśmy „Screamin’ blues” Ertegun przerwał mi pięć razy podczas jednego take’u. „Nie, nie, nie – wrzeszczał – śpiewaj jak Fats Domino!” A ja mu na to: „To moja własna piosenka, chcesz Fatsa, to go sobie sprowadź”. Kiedy znów zaczął krzyczeć nie wytrzymałem i dałem mu w zęby”.

„Screamin’ blues” nie ujrzał światła dziennego, a Jay porzucił zespół Grimesa. Zafascynowany muzyką Caba Callowaya i Billiego Eckstine’a pracował ze znanymi jazzmanami i prekursorami rock’n’rolla, był jednak zbyt dużą indywidualnością, by spełniać się w roli sidemana. Z zespołu Fatsa Domino wyrzucono go, bo przyćmiewał szefa - garnitur w lamparcie cętki i złoty turban doprowadzały ponoć Fatsa do szału. Jay dobrze pamiętał, jaką przewagę dawały Grimesowi szkockie kilty, chciał jednak przyciągać uwagę nie tylko kostiumem. „Pragnąłem, by zapamiętali mnie wszyscy, którzy akurat włączyli radio, nawet gospodynie prasujące koszule. Wiedziałem, że jeśli uda mi się przykuć ich uwagę w pierwszych ośmiu taktach, płytę mam w kieszeni”.

W 1953 Wynonie Harris, jeden z idoli Jaya, namówił go do rozpoczęcia kariery solowej. Jego popularność rosła, pierwsze nagrania przeszły jednak właściwie bez echa. Przełomem okazał się dopiero kontrakt z Okeh, wydawcą Louisa Armstronga, Bessie Smith i Lonniego Johnsona. Wydana w 1956 ''I Put a Spell on You'' zaliczana jest dziś do „500 piosenek, które ukształtowały rock’n’rolla”. Producent Arnold Maxim urządził tego dnia w studio prawdziwy piknik z pieczonymi żeberkami, kurczętami, winem, piwem i whisky. Taśmę puścił kiedy muzycy byli już mocno wstawieni. Jay dał z siebie wszystko. Na scenie szalał, wrzeszczał i zawodził, a jego niespożyta energia sprawiła, że spokojna ballada nabrała iście diabolicznego drive’u. Choć sam artysta niewiele pamiętał z sesji, a konserwatywne rozgłośnie wymusiły na Okeh nagranie drugiej, ocenzurowanej wersji, przebój rozszedł się w ponad milionie egzemplarzy, a Jay wypłynął na szerokie wody.

„Maxim upił nas do nieprzytomności – opowiada Jay - Nie pamiętam nawet, jak nagrywałem. Wiem jedno. Wcześniej byłem normalnym bluesowym śpiewakiem. Zwykłym Jayem Hawkinsem. Tego dnia odkryłem w sobie bestię. Odkryłem, że mogę rozerwać piosenkę na strzępy i zakrzyczeć ją na śmierć.” „Kiedy pierwszy raz usłyszałem nagranie, nie chciałem wierzyć, że ja na nim jestem. Chłopcy pokazali mi zdjęcia. Podarłem je. Negatyw też zniszczyłem. I całe szczęście, bo część piosenki nagrałem leżąc na podłodze z mikrofonem w jednej, a butelką w drugiej ręce”.

Wkrótce po wydaniu ''I Put a Spell on You'', znajomy DJ namówił Jaya, by za trzysta dolarów wjechał na scenę w trumnie. Trafił w dziesiątkę. Jay uwielbiał prowokować i wkrótce zyskał sobie przydomek „czarnego Vincenta Price’a” [popularnego aktora filmów grozy]. Nie wszystkim to odpowiadało. Czarni aktywiści uważali, że kala swoją rasę. „Powiedziałem im: „Weźcie sobie swoją rasę i wetknijcie ją sobie wiecie, gdzie - wspomina ze śmiechem Jay – ja tu próbuję zarobić na życie”. Płonąca trumna stała się jego znakiem rozpoznawczym. Kiedyś niechcący zatrzasnął się w niej na występie. „Kumple z zespołu dla kawału nie zablokowali zamka i trumna zatrzasnęła się nade mną na trzy spusty – wspomina - kiedy zdałem sobie sprawę, że zostało mi powietrza na trzy i pół minuty, o mało nie umarłem z przerażenia.”

Lata 50-te sprzyjały Jayowi. Szalał w harlemskim Apollo Theatre, podbijał Paryż, przemierzał Stany z Chuckiem Willisem i Nappym Brownem, a bagażnik jego cadillaca pękał od szkockiej, burbona i brandy. „Oboje z Guitar Slimem dużo piliśmy – wspomina - ale staraliśmy się zawsze trzymać na nogach. Publiczność niczego się nie domyślała, była za daleko, żeby poczuć od nas alkohol. Pamiętam, jak kiedyś w Harlemie piliśmy całą noc z Johnym Acem. „Czas spać – wybełkotałem, kiedy opróżniliśmy pół flaszki – jutro mamy granie”. Następne co pamiętam, to jak oboje ze Slimem siedzieliśmy nago na hotelowym korytarzu. Nie mam pojęcia, jak się tam znaleźliśmy. Rano ktoś nas obudził i powiedział „Nie możecie leżeć tu nago, czas wracać do teatru i zaczynać przedstawienie”. Myślałem, że na scenie głowa mi wyparuje”.

Narodziny brytyjskiego rocka położyły kres prospericie. Jay na prawie dwa lata znalazł się w więzieniu, nie załamał jednak rąk. „Było wtedy ze mną całkiem źle – wspomina – zniknąłem kiedyś na cały miesiąc. Nie przebierałem się, nie kąpałem, stałem tylko na rogu i żebrałem o pieniądze na wino. Ale i to niczego mnie nie nauczyło. Przestałem pić dopiero w 1974”.

Chude lata Jay przetrwał w dancingu na Hawajach, a w 1964 dzięki wsparciu przyjaciół podpisał kontrakt z Roulette Records i ruszył na podbój brytyjskich klubów. Kolejne lata spędził w ciągłych podróżach, sporo działo się i w jego życie prywatnym.

W 1962 Jay związał się z amerykańską wokalistką Shoutin' Pat Newborn. Poznali się na koncercie w Miami i występowali razem z dużym powodzeniem, aż do czasu kiedy Jay poślubił poznaną na Hawajach Virginię Sabellonę. Rozwścieczona Pat pchnęła go wówczas nożem, przebiła niewiernemu kochankowi płuca i posłała go na kilka tygodni do szpitala. Po raz drugi Jay znalazł się tam w 1976, kiedy wybuchająca petarda poparzyła go i na pewien czas pozbawiła wzroku. „Odtąd, kiedy kłócę się z moją starą – zaznacza ze śmiechem – trzymam się z dala od petard. Moja stara jest w głębi serca sadystką, kto wie, czy nie dosypie więcej prochu, żeby wysadzić mnie w powietrze? Kiedy mówi „Rozerwę cię na sztuki” dreszcz mnie przechodzi, mówię wam.”

Image kanibala zapewniał Jayowi niesłabnącą popularność. Przez wszystkie te lata regularnie nagrywał, a dochody z praw autorskich zaczęły z czasem przerastać zarobki z koncertów. Po przeboje Jaya sięgali artyści jazzowi i rockowi, od Niny Simone po Creedance Clearwater Revival. Wiodło mu się znakomicie i na polu prywatnym. Miał dziewięć żon (ostatnią, młodszą o czterdzieści lat Afrykankę, poślubił w wieku 69 lat) i jeśli wierzyć opowieściom, dochował się aż 75 dzieci. „Przyszedłem na ten świat czarny, nagi i szpetny – mawiał - i nieważne, ile bym nie zarobił, taki sam z niego odejdę. Życie jest krótkie, więc cieszę się każdym dniem”.

W latach 80-tych zachwycony scenicznym imagem Jaya Jim Jarmusch wykorzystał jego muzykę w „Stranger Than Paradise” i zaproponował mu rolę w filmie „Mistery Train”. Odtąd muzyk miał stać się częstym gościem w hollywoodzkich produkcjach, a jego nagrania trafiły m.in. do serialu „Archiwum X” i reklam McDonalda.

W 1983 Jay przeniósł się do Nowego Jorku. Współpraca z rockowym The Fuzztones zaowocowała interesującą ''Screamin' Jay Hawkins and The Fuzztones Live'' [1986]. Pięć lat później Jay wydał w Planet ''Black Music for White People”, ze świetnym coverem ''Heart Attack and Vine'' Toma Waitsa, którym w 1993 podbił brytyjskie listy przebojów. W latach 90-tych Jay koncertował gościnnie z Dread Zeppelin, The Clash i Nickiem Cavem, odwiedzał festiwale bluesowe i przeglądy filmowe, otwierał koncerty Fatsa Domino i Rolling Stonesów, był inspiracją dla The Cramps, Ozziego Osbourne’a i Marylin Mansona.

Jay był jednak nie tylko prowokatorem. Równie chętnie co po rock’n’rolla sięgał po R&B, bluesa i funk, a jego kompozycje bronią się do dziś. „Blues to początki, najlepsza część mojej muzyki – mawiał - Screamin' Jay Hawkins istniał na długo przedtem, zanim wymyślono rock'n'rolla. Ceniono mnie wtedy za grę na pianinie, nie za te wszystkie wrzaski.” Choć świetny “Yellow Coat'', ''Alligator Wine'', czy ''Frenzy'' nie dorównały popularnością „I Put a Spell on You'', należą dziś do klasyki gatunku, a koncerty Jaya z lat 90-tych uderzają wybornymi partiami pianina i saksofonu i poruszającym wokalem.

Screamin’ Jay Hawkins zmarł po operacji serca 12 lutego 2000 w podparyskim szpitalu. „Kiedy umrę, nie pakujcie mnie do trumny – żartował przed śmiercią – siedziałem już w tylu, że mam ich po dziurki w nosie”.

by_ingeborg

http://deaddodo.org
http://deaddodo.org/interview
http://www.allmusic.com
 [0] komentarzy    skomentuj  
<< (1 dokumentów/strona 1 z 1/dokumenty 1-1) >>
 
  kalendarium  
Dziś jest: 2020-09-18
50 lat temu...
1970.09.18 W Londynie zmarł Jimi Hendrix, kultowy amerykański gitarzysta i wokalista, jedna z najwybitniejszych postaci w historii rocka.

23 lat temu...
1997.09.18 w L.A. zmarł 77-letni Jimmy Witherspoon, wokalista jazzowy i shouter jump-bluesowy.
 
  reklama  
 
  szukaj  


[również w treści]
 
 
  logowanie  

Nie jesteś zalogowany/-a

login: 

hasło: 




Nie pamiętam hasła

Zarejestruj się

 
  reklama  
 
  najnowsze  
Powered by PHP, Copyright (c) 2007-2020 ..::bestyjek::..