reklama  
 
  play  
Piątek, 24 Listopada w Radio Derf
 Playlista   Pomoc   Parametry Play
Bluesdelta
Play
jazz
Play
standard
Play
soul
Play
bluesrock
Play
polskiblues
-=-=-=-=-=-                    FROM MEMPHIS TO NORFOLK – ZBIÓR ARTYKUŁÓW PRZEDSTAWIAJĄCYCH SYLWETKI WCZESNYCH BLUESMANÓW Z DELTY MISSISIPI, ZAPRASZAMY DO LEKTURY !!!                    -=-=-=-=-=-                    
  
NOWOŚCI, Serwer bluesrock: Doyle Bramhall II - [2016] - Rich Man



RADIO DERF POLECA: Premiera płyty ``Koldfusion`` (Monomotiv + Aleksandra Siemieniuk)



RADIO DERF POLECA: Hard Times - [2016] - Siedem



NOWOŚCI, Serwer bluesrock: Tedeschi Trucks Band - [2016] - Let Me Get By



Bluesdelta
  Aktualnie: "Franklin, Pete - Guitar Petes Blues - Prison Bound"
jazz
  Aktualnie: "Stanley Clarke, Al Di Meola&Jean Luc Ponty - The Rite Of Strings - Chilean Pipe Song"
standard
  Aktualnie: "Derek Trucks&Susan Tedeschi Band with Warren Hayes, David Hidalgo, Cesar Rosas&Chris Stainton - Crossroads Guitar Festival 2010 - Space Captain"
soul
  Aktualnie: "James Brown - Live At The Apollo 1968 (Disc2) - Please Please Please"
bluesrock
  Aktualnie: "The Doors - Strange Days - Love Me Two Times"
polskiblues
  Aktualnie: "Marek Wojtowicz - Blues Akustyczny - 01.Ain`t Gonna Tell Lies (Say Yes To Jesus)"
 
  menu  
aktualności
artykuły
download
festiwale
forum
From Memphis to Norfolk
galeria
koncerty
kontakt
linki nadesłane
o Radio Derf
reklama w Radio Derf
reportaże i wywiady
transmisje live
 
  reklama  
 
  partnerzy  
 
  odwiedzający  
 Wizyty:
start: 2007-07-03
 [2322483]  Wizyt łącznie
 [326]  Wizyt dzisiaj
 
  reklama  
 
  reklama  
 
  statystyki  
 [271]  Zarejestrowanych użytkowników
 [0]  Zalogowanych

 [899]  Aktualności

 [7]  Koncertów
 [0]  Nieopublikowanych
 [7]  Archiwalnych

 [93]  Galerii

 [22]  Linków

 [0]  Postów RD

 [55]  Reportaży/Relacji

 [3]  Forum

 [120]  Tematów forum

 [2449]  Postów forum
 
  artykuły  
<< (1 dokumentów/strona 1 z 1/dokumenty 1-1) >>
SPRZEDANA DUSZA. O.V. WRIGHT  
Autor: ingeborg, 2012-06-20 17:55:27
SPRZEDANA DUSZA. O.V. WRIGHT

“O.V. Wright to głos utracony muzyki soul. Jeśli kochasz Otisa Reddinga, O.V. sprawi, że siądziesz i zapłaczesz” – pisze o Wrighcie wielebny Billy Wirtz. Zycie nie potraktowało Wrighta ulgowo. Kiedy umierał w szpitalnym ambulansie, miał zaledwie 41 lat, za sobą nieudane małżeństwa, walkę z uzależnieniem i utratę wolności. Drogo zapłacił za porzucenie muzyki gospel, nawet wyniszczony i schorowany był jednak sobą - gwiazdą soulu i jednym z najznakomitszych muzyków, jakich wydało Południe.

Overton Vertis Wright pochodził z Tennessee. Urodził się 9 października 1939 w Leno na przedmieściach Memphis, w niezamożnej, wielodzietnej rodzinie. Choć w domu się nie przelewało, Wrightom zależało na tym, by dzieci zdobyły wykształcenie. O.V. miał sześć lat kiedy zaczął śpiewać w kościelnym chórze. Żeby zachęcić syna do ćwiczeń matka dawała mu ćwierć dolara za każdy solowy występ. Kilka lat później O.V. przeniósł się do Memphis, gdzie wziął go pod swoje skrzydła znany z dobroci wielebny L.A. Hamblin, pastor Golden Leaf Missionary Church. Miejskie chóry gospel zaciekle ze sobą rywalizowały, 13-latek był więc dla Golden Leaf cennym nabytkiem.

Doświadczenia z tego okresu miały ukształtować sceniczną osobowość Wrighta. Charyzma czarnych kaznodziejów była znana na całym Południu. O.V. przejął z nich kazań żarliwość i pasję, charakterystyczne frazowanie, swingujący rytm i głęboką emocjonalność. Coraz wyraźniej jednak czuł, że choć Bóg powołał go na śpiewaka, za ciasno mu w kościele. Nie przeczuwał, ze w przyszłości przyjdzie mu złamać wszystkie ludzkie i boskie przykazania.

Jeszcze w Mt. Pisgah High School Wright został liderem kwintetu Five Harmonaires, śpiewał też gospel w Spirit Of Memphis Quartet i Highway QCs, w studiu nagrań stanął jednak dopiero z The Sunset Travelers, zespołem wytwórni Peacock. Aranżer zespołu wziął go do studia prosto z liceum. „Jego głos przypominał nam wtedy młodego Sama Cooke’a” – wspomina. Pierwsze nagranie Wrighta - soulowy hit “Sit Down And Rest A While” - zarejestrowano w studiach radia WDIA w maju 1957 roku. „Zaśpiewał tylko tę jedną piosenkę – wspomina Doug Serof, producent nagrania – to był ten rodzaj głosu, który zapiera dech w piersiach. Gdyby osiągnął pełnię swej mocy, ludzkie ucho nie potrafiłoby go znieść.”

Gospel, które w latach 40-tych przejęło wiele z muzyki komercyjnej, cieszyło się wśród czarnej społeczności olbrzymią popularnością. Golden Gate Quartet, Blind Boys of Alabama, Swan Silverstones czy Dixie Hummingbirds dorównywały sławą dzisiejszym gwiazdom rocka. Ortodoksyjni baptyści czy zielonoświątkowcy nie uznawali nadal muzyki świeckiej, występy gospel były więc dla nich jedyną dostępną formą wyładowania emocji. Jak pisze Steve Turner „Ludziom, w których pójście na potańcówkę lub do kina budziło wyrzuty sumienia, stwarzały szansę wyżycia się bez poczucia winy”. Kiedy latach 40-tych i 50-tych czarna muzyka gospel przebiła się na rynek płytowy, młodzi muzycy zaczęli marzyć o sławie i pieniądzach. Był wśród nich i dwudziestoletni Wright.

Prawdziwa sława czekała tuż za rogiem. Wydany w 1959 przełomowy „What’d I Say” Raya Charlesa zapoczątkował narodziny muzyki soul. W 1964 Wrighta - pracującego wówczas w służbach oczyszczania miasta - odkrył Roosevelt Jamison, legendarny manager muzyczny z Beale Street. Jamison, utalentowany muzyk i kompozytor, na co dzień technik medyczny, śpiewał w chórze gospel i prowadził przesłuchania w salce na tyłach uniwersyteckiego Banku Krwi. Właśnie tam los zetknął go z Harmony Echoes, kwartetem Wrighta. Śpiewał w nim wówczas również James Carr, przyszła gwiazda soulu. Jamison zachwycił się głosem Wrighta i zaczął namawiać go do porzucenia gospel.

Choć O.V. marzył o sławie nie była to łatwa decyzja. Podobnie jak wielu ówczesnych muzyków, z Jerry Lee Lewisem na czele, bał się wiekuistego potępienia. W latach 50-tych lęk przed piekłem był na Południu powszechny. „Miałem wrażenie jakby w moje ciało wstąpiła jakaś obca siła. Palce same ślizgały się po klawiszach (... ) Po raz pierwszy poczułem, jak to jest zostać opętanym przez diabła” – pisał o graniu boogie kuzyn Jerry’ego Lee Lewisa, wielebny Jimmy Lee Swaggart. Poświęcenie się „szatańskiej muzyce” oznaczało ostateczne zerwanie z kościołem. Gdyby Wrightowi się nie powiodło, nie byłoby dla niego powrotu na scenę gospel.

Po długim wahaniu O.V. przyjął propozycję Jamisona. Ich pierwszy wspólny singiel, wydany w 1964 ''That's How Strong My Love Is'' okazał się strzałem w dziesiątkę. Piosenka nie zdążyła jeszcze na dobre zagościć na listach przebojów, a już sięgnęli po nią Otis Redding i Rolling Stonesi.
„Pamiętam dzień, w którym się poznaliśmy - wspomina Quinton Claunch z Goldwax, wydawca singla – o 10 wieczór usłyszałem pukanie do drzwi. Na moim progu stali Roosevelt Jamison, O.V. Wright i James Carr. Przynieśli ze sobą magnetofon. Usiedli na podłodze i puścili mi kilka kawałków. Zbiły mnie z nóg. Od razu podpisałem z nimi kontrakt”.

Ich współpraca nie trwała jednak długo. O Wrighta upomniał się Don Robey, właściciel Duke/Peacock Records, dla którego nagrywali The Sunset Travelers w czasie, kiedy pracował dla nich Wright. „Czy ja wiem, czy był w ogóle jakiś kontrakt z Peacockiem – powątpiewa Jamison – moim zdaniem poszło o pieniądze. Claunch nie miał dla nas grosza, nie dał nam nawet na paliwo, kiedy O.V. miał grać w Luizjanie. Nic dziwnego, ze O.V. uciekł stamtąd prosto w objęcia Robeya”.

W 1965 O.V. Wright znalazł się w nowej wytwórni Robeya – rhytm’n’bluesowym Back Beat. Jego nowym producentem został Willie Mitchell, dawny trębacz B.B. Kinga, genialny aranżer skłaniający się w stronę jazzu. Skontrastował on przejmujący, gospelowy głos Wrighta z oszczędnym akompaniamentem Hi Rhythm Section – legendarnego house-bandu, który akompaniował hitom Ala Greena, Syla Johnsona i Ann Peebles.
„Pragnąłem wydawać płyty, które kupowaliby i czarni i biali, płyty miłe dla ucha – wspomina Mitchell – O.V. Wright i Bobby Blue Bland grali wówczas zbyt surowo, zamierzałem dodać im klasy.” Mitchell i Wright znali się od lat, wokalista ufał mu bezgranicznie. Był już wówczas perfekcjonistą, godzinami ćwiczył z zespołem, tak jak dla Mitchella ważna była dla niego każda nuta. „Głos O.V. miał moc i uczucie starych hymnów – wspomina Mitchell – miał jeden z najwspanialszych głosów, jakie słyszałem”. Płyty, które nagrali pomiędzy 1965 a 1975 zalicza się dziś do szczytowych osiągnięć southern soulu.

Robey postawił na dobrego konia. Już wiosną 1965 Wright nagrał w Back Beat swój pierwszy przebój R&B - ''Can't Find True Love”. Kolejne krążki – w sumie miało ukazać się ich pięć – również sprzedawały się świetnie, a dwa z nich – „8 Men 4 Women” (1967) i „Ace Of Spades” (1971) - osiągnęły status Złotej Płyty. Przeboje Wrighta: ''Ace of Spades,'' ''A Nickel and a Nail” i ''I Can't Take It'' nucić miała na początku lat 70-tych cała Ameryka.
''Uwielbialiśmy pracować z O.V. – wspomina Howard Grimes, sesyjny perkusista Mitchella – byliśmy jak jedna wielka rodzina. W studio najpierw nagrywaliśmy sekcję. Kiedy baza była już gotowa, a O.V. i Mitchell usatysfakcjonowani do studia wchodził O.V. Starczał mu jeden dzień. Na końcu nagrywaliśmy chórki. Ludzie nie mieli pojęcia, że nasze dziewczęta - Rhodes-Chalmers-Rhodes - były białe. Byliby zszokowani!”

W połowie lat 70-tych szczęśliwa gwiazda Wrighta zaczęła blednąć. W 1973 Robey sprzedał podupadającą Duke Records koncernowi ABC. Szefowie wytwórni nie byli zainteresowani muzyką Wrighta i w 1975 zwrócili mu wolność. Podupadało i zdrowie O.V. Z kokainy przerzucił się na heroinę, a w 1975 trafił do teksańskiego więzienia za posiadanie narkotyków. Po wyjściu na wolność podpisał kontrakt z Hi Records, jego kariera nie odzyskała jednak dawnego blasku. W listopadzie 1978 przeszedł pierwszy, niemal śmiertelny zawał serca, nie zamierzał jednak porzucić pracy. Wkrótce po wyjściu ze szpitala nagrał trzecią (i ostatnią) płytę dla Hi Records i wyruszył na tournee po Japonii.

''Gdy śpiewał, cała widownia płakała – opowiada perkusista Wrighta – kiedy widziałem jak bardzo go kochają, czułem, że świat znów się przed nim otwiera. Ale było już za późno.” „Kiedy nagrywaliśmy nasz ostatni album O.V. był już bardzo chory – wspomina Willie Mitchell - ważył tylko 52 kg, a żyły miał tak zniszczone heroiną, że nie dało się wstrzykiwać w nie leków. Udało nam się dogadać z lekarzami i na dwie godziny dziennie zabierać go do studia. Nosiłem go tam na plecach. Tak skończyliśmy nagrania”.
Jesienią 1979 w Tokio zarejestrowano jedyny znany album live O.V. Wrighta. Wkrótce potem razem z L.C.Luckettem zaczął pracować nad„4 And 20 Elders” - swoim pierwszym od lat albumem gospel. „Czuję się przede wszystkim śpiewakiem gospel – mówił reporterom – czym zresztą jest soul? Gospel w którym „Jezus” zamieniono na „baby”.

Ostatni rok życia Wright spędził w trasie. Koncertował z Bobbym Blue Blandem, B.B. Kingiem i Tyronem Davisem. „Był wówczas bardzo nieszczęśliwy – wspomina jego przyjaciel - jego małżeństwo rozpadało się, nie dbał o siebie, pił i brał więcej niż zwykle”. 16 listopada 1980 roku w drodze do Mobile w Alabamie dostał kolejnego ataku serca. Już od kilku dni źle się czuł, nie zgodził się jednak na leczenie. Zmarł w karetce w wieku zaledwie 41 lat. „O.V. zawsze miał własne zdanie – wspomina jego brat Edward – nie dało się go do niczego zmusić. Osiągnął już tak wiele, że mógł spasować, osiąść na miejscu i cieszyć się zarobionymi pieniędzmi. Ale jemu zależało tylko na diamentach i szybkich samochodach”. Jaki był dla bliskich? Nigdy się nie skarżyli, musiało być im jednak bardzo trudno. Cierpienie rodzin, których bliscy wpadli w szpony nałogu zrozumie tylko ten, kogo spotkał podobny los. ''O.V. był dobrym człowiekiem. Nie skrzywdziłby nikogo, choć sam siebie skrzywdził okrutnie” – broni Wrighta Otis Clay.
Synowie Wrighta nie poszli w ślady ojca. O.V. Wright Jr. walczy dziś gangami w policyjnym mundurze, Overton DeWayne śpiewa wraz z synkiem w chórze gospel. Mimo niewątpliwego talentu nie dał się skusić namowom managerów. Głos zachowuje dla Boga, którego kiedyś odrzucił jego ojciec.

O.V. Wright nie zostawił po sobie majątku. Aż do niedawna nie miał nawet nagrobka. Na ostatnim znanym zdjęciu leży rozkrzyżowany na aucie patrolu antynarkotykowego. Pozostały jednak po nim rzeczy cenniejsze niż pieniądze - perły klasycznego soulu, jedne z najbardziej poruszających płyt, jakie wydało Południe. Choć przez wiele lat albumy Wrighta nie doczekały się wznowienia na skutek sporów prawnych, jego muzyka odcisnęła piętno na twórczości Ala Greena, Otisa Claya, Taj Mahala i Alberta Collinsa „O.V. Wright jest moim idolem – pisze o nim Robert Cray – to on wniósł do R&B gospelowy feeling, który dał początek soulowi. Uwielbiam jego interpretację i sposób, w jaki daje ci czas na wciągnięcie się w opowieść. Jest zupełnie inny od Sama Cooke’a. Sam ma wspaniały głos, ale jedynie muska tekst utworu, a O.V. oddaje się mu cały. Nie ma drugiego takiego jak on.”

by_ingeborg

http://www.ovwright.org
http://redkelly.blogspot.com
“Hungry for Heaven. Rock’n’roll & the Search for Redemtion” Steve Turner, 1995.
 [0] komentarzy    skomentuj  
<< (1 dokumentów/strona 1 z 1/dokumenty 1-1) >>
 
  kalendarium  
Dziś jest: 2017-11-24
32 lat temu...
1985.11.24 W Inglewood w stanie Kalifornia zmarł Big Joe Turner, wybitny wokalista bluesowy. Przeżył 74 lata.

24 lat temu...
1993.11.25 W Las Vegas zmarł Albert Collins, jeden z największych gitarzystów bluesa. Przeżył 61 lat.
  
  szukaj  


[również w treści]
 
 
  logowanie  

Nie jesteś zalogowany/-a

login: 

hasło: 




Nie pamiętam hasła

Zarejestruj się

 
  reklama  
 
  najnowsze  
 2017-11-17 17:38:20
  FISH FRY
 2017-11-05 18:01:57
  Shakey i ja. Chicago i Big Walter Horton oczyma Charliego Musselwhite'a
 2017-11-05 15:28:28
  Dziesięć pytań do Charliego Musselwhite’a.
 2017-11-05 15:21:55
  Buckwheat Zydeco w Alligator Records
 2017-11-05 15:17:50
  Otis Clay: Sacred Soul, cz.1, Living Blues, No. 159, 9/10.2001
 2017-11-05 15:14:34
  Otis Clay: Sacred Soul, cz.2
Powered by PHP, Copyright (c) 2007-2017 ..::bestyjek::..