reklama  
 
  play  
Piątek, 24 Listopada w Radio Derf
 Playlista   Pomoc   Parametry Play
Bluesdelta
Play
jazz
Play
standard
Play
soul
Play
bluesrock
Play
polskiblues
-=-=-=-=-=-                    FROM MEMPHIS TO NORFOLK – ZBIÓR ARTYKUŁÓW PRZEDSTAWIAJĄCYCH SYLWETKI WCZESNYCH BLUESMANÓW Z DELTY MISSISIPI, ZAPRASZAMY DO LEKTURY !!!                    -=-=-=-=-=-                    
  
NOWOŚCI, Serwer bluesrock: Doyle Bramhall II - [2016] - Rich Man



RADIO DERF POLECA: Premiera płyty ``Koldfusion`` (Monomotiv + Aleksandra Siemieniuk)



RADIO DERF POLECA: Hard Times - [2016] - Siedem



NOWOŚCI, Serwer bluesrock: Tedeschi Trucks Band - [2016] - Let Me Get By



Bluesdelta
  Aktualnie: "Roosevelt Sykes - 44 Blues - Boot That Thing"
jazz
  Aktualnie: "Pat Metheny Group - Letter from Home - Better Days Ahead"
standard
  Aktualnie: "Derek Trucks&Susan Tedeschi Band with Warren Hayes, David Hidalgo, Cesar Rosas&Chris Stainton - Crossroads Guitar Festival 2010 - Space Captain"
soul
  Aktualnie: "James Brown - Live At The Apollo 1968 (Disc2) - Please Please Please"
bluesrock
  Aktualnie: "The Doors - Strange Days - Love Me Two Times"
polskiblues
  Aktualnie: "jaromi - 14 - blues o kelnerki mioci szalonej"
 
  menu  
aktualności
artykuły
download
festiwale
forum
From Memphis to Norfolk
galeria
koncerty
kontakt
linki nadesłane
o Radio Derf
reklama w Radio Derf
reportaże i wywiady
transmisje live
 
  reklama  
 
  partnerzy  
 
  odwiedzający  
 Wizyty:
start: 2007-07-03
 [2322488]  Wizyt łącznie
 [331]  Wizyt dzisiaj
 
  reklama  
 
  reklama  
 
  statystyki  
 [271]  Zarejestrowanych użytkowników
 [0]  Zalogowanych

 [899]  Aktualności

 [7]  Koncertów
 [0]  Nieopublikowanych
 [7]  Archiwalnych

 [93]  Galerii

 [22]  Linków

 [0]  Postów RD

 [55]  Reportaży/Relacji

 [3]  Forum

 [120]  Tematów forum

 [2449]  Postów forum
 
  artykuły  
<< (1 dokumentów/strona 1 z 1/dokumenty 1-1) >>
JOE LOUIS WALKER. ON FIRE  
Autor: ingeborg, 2012-07-01 19:20:55
JOE LOUIS WALKER. ON FIRE. Living Blues No 218, IV-V.2012

by Lee Hildebrandt

W 1985, po dekadzie grania wyłącznie muzyki gospel z kwartetem Spiritual Corinthians, 35-letni Joe Louis Walker postanowił powrócić do bluesa. Urodzony w San Francisco wokalista-gitarzysta zaczął grać bluesa, gdy miał 14 lat. Zanim w dobie psychodelicznego Lata Miłości został gwiazdą Matrixa, jednego z czołowych klubów rockowych San Francisco, akompaniując odwiedzającemu miasto Earlowi Hookerowi i Magic Slimowi, grał w rodzinnym zespole i towarzyszył Fillmore Slimowi, bluesowemu wokaliście i znanemu w okolicy stręczycielowi. Bliskim przyjacielem i mentorem Walkera został słynny gitarzysta Michael Bloomfield. Muzycy mieszkali przez jakiś razem, a Bloomfield zajął się nawet produkcją pierwszego – nieskończonego zresztą - demo Walkera dla Buddah Records. W 1975 Walker porzucił bluesa szukając ucieczki przed alkoholem i narkotykami, które tak negatywnie wpływały na Bloomfielda i zaprzyjaźnionych muzyków.

Kiedy Walker powrócił na bluesową scenę Bay Area, nie miał pojęcia o realiach muzycznego biznesu. Zaczynał u boku Haskella “Cool Papy” Sadlera – bluesmana z Oakland, grał w skleconym na potrzeby europejskiej trasy Mississippi Delta Blues Band, sformował też własny skład. Znajomości w branży miała na szczęście Nancy Wright, jego ówczesna saksofonistka tenorowa. Nancy przyjaźniła się z założycielem Alligator Records Brucem Iglauerem, który poznał ją kilka lat wcześniej, kiedy występowała jeszcze z Lonnie Mackiem w Coco’s w Covington, Kentucky. Bez wiedzy szefa wysłała Iglauerowi kasetę z zapisem koncertu, jaki zagrała z Walkerem w Saloonie, bluesowym klubie przy Grant Avenue w North Beach w San Francisco. Nagranie zrobiło na Iglauerze na tyle duże wrażenie, by przy okazji pobytu w Bay Area wybrał się na koncert Walkera w klubie Grant & Green. Nancy poszła razem z nim. Walker grał tego wieczoru z zespołem Cool Papy.

''Zrobił na mnie wrażenie uzdolnionego sidemana – wspomina Iglauer 26 lat później – nie brakowało mu talentu, mimo to wahałem się. Rozglądałem się wówczas za kimś, kto miałby predyspozycje na lidera''.

Po powrocie z tournee z Mississippi Delta Blues Bandem, Walker wykorzystał oszczędności z europejskiej trasy na nagranie profesjonalnego demo w studio asa harmonijki Dave’a Wellhausena w San Francisco. Wszedł do studia tuż po Troycie Key’u. Demo wysłał Iglauerowi. Zrobiło na nim wrażenie, ale wciąż nie na tyle duże, aby podpisał kontrakt z Walkerem. W zamian zasugerował, by Walker skontaktował się z HighTone Records, powstałą zaledwie trzy lata wcześniej wytwórnią z Oakland, która już wkrótce miała odnieść ogromny sukces wydając płyty Roberta Craya.

Walker podpisał kontrakt z HighTone i we wrześniu 1986 doczekał się wydania debiutanckiej płyty „Cold Is the Night”. Album wyprodukowany przez Bruce’a Bromberga i Dennisa Walkera był pierwszym nagraniem jakie Walker wydał pod własnym nazwiskiem. Wcześniej grał partie lead gitary w „Nurse Your Nerves”, funkowym utworze wydanym w 1972 na stronie B „Lady in Red”, lokalnego hitu R&B soft-soulowego kwintetu Chain Reaction z kalifornijskiego Richmond. Grał również na gitarze i śpiewał wokale harmoniczne na ''God Will Provide”, ultra-niejasnym, wydanym własnym sumptem longplayu Spiritual Corinthians z 1985 roku (wg innych źródeł – z 1980, przyp. tłum). ''Cold Is the Night”, pierwszy z pięciu albumów wydanych przez HighTone, zapoczątkował płodną karierę Walkera, którego już wkrótce uznać miano za jednego z najważniejszych bluesowych stylistów swego pokolenia. ''Wyrosłem z kościoła – mówi dziś Walker – i dopiero poszukiwałem własnego brzmienia. Nie miałem pojęcia o Robercie Crayu. Kiedy rozmawiałem z Brucem Brombergiem i Dennisem, nie wymienili jego nazwiska, ale wspomnieli, że „mają faceta podobnego do mnie, który gra i rock i soul i subtelniejsze kawałki. Od razu między nami zaiskrzyło. Bruce Bromberg był nieocenionym przewodnikiem. Dzięki niemu jestem dziś tym, kim jestem. Dał mi szansę, kiedy byłem nikim. Zawsze będę powtarzał, że to HighTone zrobił ze mnie ludzi''.

25 lat i 20 albumów później, po wydaniu w kanadyjskiej Stony Plain Music dwóch płyt wyprodukowanych przez Duke’a Robillarda, Walker znalazł się bez kontraktu. Razem z żoną Robin Poritzky-Walker i managerem Davidem L. Jonesem postanowili wyprodukować własną płytę, którą Jones mógłby samodzielnie rozprowadzać. Za wspólne oszczędności zatrudnili Toma Hambridge’a, producenta muzycznego i kompozytora z Nashville, znanego ze współpracy z Buddy’m Guyem, Susan Tedeschi i Georgem Thorogoodem.
“Potrzebowaliśmy całkiem sporo pieniędzy, by nagrać płytę z Tomem Hambridgem - wyjaśnia Walker – prosił mnie o to ze trzy razy i za trzecim się zgodziłem, musieliśmy tylko uporać się z kosztami”.

Kopia nagrania wylądowała na biurku Iglauera w Chicago. „Powaliła mnie na kolana – wspomina Iglauer - to było prawdziwie energetyczne, mocne, ale i uduchowione nagranie. Zawsze uważałem, że Joe to zadziwiająco dobry wokalista o pełnym uczucia głosie. Na tej płycie po prostu zbił mnie z nóg. Jego gra balansuje na granicy bluesa i rocka – korzenie jego muzyki tkwią równie głęboko w rocku, co styl jego gry w bluesie. Mam sporo płyt Joe, ale ta od pierwszej chwili uderzyła mnie tkwiącą w niej energią. Miało się wrażenie, że Joe wrzucił wyższy bieg. Od razu zapragnąłem zdobyć go dla Alligatora''.

Wydany 31 stycznia „Hellfire” na podstawie wyników sprzedaży płyt i emisji w stacjach radiowych zapowiada się jak dotąd na największy album Walkera. Już w pierwszym tygodniu wspiął się na 38-me miejsce listy przebojów Billboardu i 11-te miejsce bluesowej listy magazynu. Jest to także najbardziej rockowy z jego albumów. Płyta dudni bass-and-drum’owym groovem, gitara parzy palce, pianino grzmi, a wokal buzuje namiętnością.
''To nie jest bluesowa płyta - twierdzi Walker - nigdy nie byłem facetem, który gra czystego, 12-taktowego bluesa''. Wśród jedenastu utworów „Hellfire” znalazł się jednak powolny minorowy blues „I Won’t Do That” i bluesowe shuffle „I’m on to You”, w którym Walker gra na harmonijce w piskliwym stylu Jimmy’ego Reeda.

W dwóch piosenkach – rockującym utworze tytułowym i jumpowym „What’s It Worth” – Walker gra na ostro sprzęgającej, psychodelicznej gitarze. Grał tak wcześniej tylko raz - w „Highview”, instrumentalnym utworze z wydanej w 2008 w Stony Plain płyty ''Witness to the Blues”, napisanym w hołdzie dla przyjaciela, Petera Greena, muzyka Johna Mayalla i wczesnego Fleetwood Mac.
''Peter przyszedł na moją 50-tkę, a ja zagrałem na jego drugiej płycie” - wspomina Walker. „Grał zawsze w bardzo emocjonalnym stylu. To angielski Otis Rush. Peter zgodzi się ze mną, że słuchał Rusha, bo w jego muzyce pobrzmiewa ten sam rodzaj niekłamanej udręki.''

Kontrolowane sprzężenia w „Hellfire” są jednak znacznie bardziej radykalne niż na wcześniejszej płycie, po to, by - jak mówi Walker - muzyka lepiej współgrała z tekstami piosenek.
''Uczyłem się grać na gitarze u Claude’a Higha z Hightones - mówi Walker, nawiązując do popularnego w latach 60-tych gitarzysty i zespołu z Bay Area - chłopcy grali honky-tonki, ale ja byłem młodszy od nich, biegałem więc ciągle do Fillmore Auditorium oglądać wszystkie te angielskie grupy, [saksofonistę] Rahsaana Rolanda Kirka i resztę skurwysynów.
''Tom skomponował „What’s It Worth”, a ja „Hellfire”. Richard [Fleming] i Tom pomogli mi je skończyć. W „Hellfire” gitara miała płonąć jak piekielny ogień. W „What’s It Worth” jest dla mnie jakaś szekspirowska rozpacz: „Cóż jest warte świat zdobyć, a duszę stracić?'' Tak właśnie miało to brzmieć. Wiem, że to brzmi po wariacku, ale poradziliśmy sobie.''

Poza „I’m Moving On” Hanka Snowa - hitem country z 1950 roku, który dziewięć lat później przypomniał Ray Charles, wszystkie piosenki wyszły spod pióra Walkera i jego partnera JoJo Russo albo Hambridge’a i Fleminga. Russo, właściciel salonu samochodowego w kalifornijskim Pittsburgu, napisał większość słów do dwóch najzabawniejszych utworów albumu: „Too Drunk to Drive Drunk” i „Black Girls”.

''Blues, którego ostatnio słucham brzmi jak rock’n’roll. Zastanawiam się, gdzie u licha podziała się cała duchowość. Nasze czarne dziewczęta przywrócą ducha piosence''. Intensywny, pokrewny wokalowi Little Richarda głos Walkera unosi się ponad surowym, rockowym beatem studyjnego zespołu. Towarzyszą mu „czarne dziewczęta”, żeński chórek w stylu Ikettes (w tej roli podłożone wokale Wendy Moten), których dźwięczne głosy przerywają inspirowane Ikem Turnerem gitarowe solówki Walkera. “She be rollin’ on the river” – śpiewa na zakończenie. “Rollin’, rollin’, rollin’” odpowiada zwielokrotniony głos Wendy.

''Jeden ze sławnych pisarzy, który robił ze mną wywiad na antenie zapytał: ''Nie sądzisz, że tytuł ''Black Girls” może się wydać trochę zbyt kontrowersyjny?” – opowiada Walker – odpowiedziałem: ''Tam skąd Jo i ja pochodzimy, słuchało się Ike & Tina Turner Revue, Mad Dogs i Englishmen, Micka [Jaggera] i Merry Clayton. I to live! Z tej muzyki wyszło nasze brzmienie, a czarne dziewczęta były jego istotną częścią. Dziś już się go nie słyszy. Beyoncé nie jest jego częścią, mimo, że jest czarna. Ani Joss Stone, nawet jeśli mówi się o niej, że ma czarny głos. Tak brzmiał Ray [Charles] z Margie Hendricks. Dzisiaj słyszy się to brzmienie niezmiernie rzadko. Nie przychodzi mi do głowy nikt, kto by dziś tak grał.
„Opowiadam o tym na początku każdego występu – dodaje – tak, żeby nikt nie pomyślał, że to kwestia koloru skóry. To nie kwestia rasy. To kwestia brzmienia.”

Hambridge okazał się zdaniem Walkera idealnym perkusistą. ''Wspaniale jest mieć perkusistę, który potrafi śpiewać” – tłumaczy. „Jak mawiał Percy Mayfeld: „Jeśli nie znasz tekstu piosenki, nie wiesz gdzie stawiać puenty''. Wielu facetów myśli: ''Mam siedem bębnów. Muszę walnąć w każdy z nich”. Cóż, na pewno nie na tym polega gra. Tom sam śpiewa, nie gra więc za gęsto, zostawia przestrzeń na pauzy, upbeaty. Człowieku! Większość ludzi nie ma w ogóle pojęcia o upbeacie. Upbeat przypada tam, gdzie wolne miejsce, ale kto dziś pamięta o tym, żeby je zostawiać?... Jeśli tylko gdzieś zostaje miejsce, przeciętny perkusista zapełnia je dźwiękami, jeden Charlie Watts miał dość wyczucia, by wiedzieć, kiedy spauzować''.

''Słyszeliście, jak chodzi stopa w Hellfire - dodaje Walker, mając na myśli linię basowego bębna Hambridge’a – ale jazda! Taka robota mi się podoba. Przypomina mi sposób w jaki grał [perkusista z Oakland, David] Boyette. Kiedy razem z moim kuzynem [basistą] Tedem Wysingerem grali „Don’t Cry No More” zwalali mnie z nóg. Znacie tą część, gdzie zostaje sam wokal i bębny? Frankie Lee to śpiewał.''

Walker był też pod wrażeniem rockowych miksów Hambridge’a. Gitarzysta wspomina, że nauczył się ufać opiniom swojego producenta, kiedy pracował ze Stevem Cropperem przy trzech albumach dla Verve/Gitanes: „Blues of the Month Club” (1995), „Great Guitars” (1997) (zawierającej duety z Little Charliem Batym, Clarencem “Gatemouth” Brownem, Otisem Grandem, Buddym Guyem, Robertem Jr. Lockwoodem, Taj Mahalem, Scottym Moorem, Mattem Murphym, Bonnie Raitt, Otisem Rushem, Ikem Turnerem i Cropperem) i nagranej w 1998 w Muscle Shoals “Preacher and the President”.

“Kiedy zlecam produkcję fachowcom tej miary, co Cropper, Tony Visconti czy Jon Tiven, pozwalam im robić swoje – mówi gitarzysta – za każdym razem kiedy miałem uwagi, Cropper mówił mi: ”Idź do domu i posłuchaj tego jeszcze raz”. I zawsze miał rację. Tak samo, kiedy przychodziło do oceniania miksów. Ten facet nigdy się nie mylił. Był przy tym naprawdę skromny, zawsze zaniżał własne zasługi. Mógł powiedzieć: „Słuchajcie, miksowałem Otisa Reddinga. Miksowałem Wilsona Picketta”. Ale nigdy tak z nami nie pogrywał. Serce rośnie, kiedy ludzie, których podziwiasz są skromni i niezepsuci.”
“To samo z Hambridgem. Wiedział, jak miksować kawałki dla radia. Miał do tego dryg. Myślę, że dlatego właśnie robi dziś Lynyrd Skynyrd i dlatego płyta Thorogooda tak wysoko zaszła. B.B.’iego i Buddy’ego też miksował goręcej, niż zwykłe nagrania bluesowe”.

O swojej wcześniejszej pracy z Cropperem mówi: ''Cropper to klasa sama w sobie. Pracował chyba z każdym, od Popsa Staplesa i Alberta Kinga do Tower of Power i Roda Stewarta. Radzi sobie praktycznie w każdym gatunku i wie, jak wyciągnąć z ciebie wszystko, co najlepsze. Crop to facet, który potrafi mnie namówić, żebym śpiewał w F zamiast w E, by otrzymać bardziej natężone brzmienie. Tak właśnie robi. To dlatego biorę te wszystkie wysokie noty. Mówił mi: ''Dobra, już wiem, że potrafisz śpiewać w G. Teraz zaśpiewaj to w A.'' „Nie dam rady” - ja mu na to. A on: ''No to spróbuj w As”. Pracując z tymi wszystkimi sławami Crop nauczył się mnóstwa sztuczek.''

Intensywny, chropawy wokal Walkera z „Czarnych dziewcząt” i innych piosenek „Hellfire”, a także jego wprowadzenie do „Soldier for God”, przypominają Little Richarda, chociaż Walker twierdzi, że Richard nie wywarł wpływu na jego styl śpiewania. Wśród swoich głównych inspiracji wymienia Bobby’ego Womacka, Sama Cooke’a i Otisa Reddinga (skoro jednak Redding był pod silnym wpływem Richarda, Walkera można śmiało uznać za spadkobiercę Little Richarda).

''Nawet nie próbuję doścignąć Sama – mówi gitarzysta – fascynuje mnie Otis, z okresu kiedy brał te wszystkie wysokie nuty, a jeszcze bardziej Bobby, który jednocześnie modli się i śpiewa. Uwielbiam „More Than I Can Stand”, to bardziej kazanie niż piosenka. Moja babcia powtarzała mi: ''Joe, chcę, żebyś został kaznodzieją''. Nim umarła powiedziała mi: ''Joe, ty jesteś kaznodzieją. Po prostu jeszcze o tym nie wiesz.''

We wcześniejszych nagraniach Walker sięga czasami po podkład wokalny afro-amerykańskich kwartetów gospel - Spiritual Corinthians i Gospel Hummingbirds. Również do pracy nad „Hellfire” zatrudnił artystów gospel. W dwóch piosenkach („Soldier for Jesus” i „Don’t Cry” ) towarzyszy mu kwartet The Jordanaires, studyjna grupa wokalna znana ze współpracy z Elvisem Presleyem, Tennessee Erniem Fordem, Patsy Cline, Williem Nelsonem i rzeszą innych artystów z obszarów popu i country. „Soldier for Jesus” jest chyba pierwszym nagraniem gospel, w którym czarnemu śpiewakowi towarzyszy biały kwartet, od czasu, kiedy w 1964 Doris Akers nagrała ze Statesmen Quartet album dla RCA Victor. Walker poznał The Jordanaires, którzy rozpoczęli karierę śpiewając gospel, dzięki dawnemu gitarzyście Presleya, Scotty’emu Moore’owi. ''17 czy 18 lat temu grałem 4 lipca pod Pomnikiem Lincolna - wspomina Walker – jakiś geniusz, nie wiem, co to był za sukinsyn, zrobił ze mnie gwiazdę Carla Perkinsa i jego sidemanów - D.J. Fontany i Scotty’ego Moore’a.
''Zaprzyjaźniłem się blisko ze Scottym i D.J. Fontaną - jednym z największych perkusistów, jakich kiedykolwiek słyszałem. Kiedy nadszedł czas, by wprowadzić go do Music Hall of Fame w Memphis razem z Gatemouth Moorem i Alexem Chiltonem, Scotty zadzwonił do mnie i powiedział: ''Chcesz przyjść i zaśpiewać „Mystery Train”?

''Kiedy ćwiczyłem, nie przećwiczyłem skal - dodaje – zacząłem więc od gospel. Śpiewałem rzeczy, które robiłem z Koryntianami, pieśni w rodzaju „Hem of His Garment” i „I’m on the Right Track Now”. Ray Walker i chłopaki z The Jordanaires byli wówczas na sali. Pracowałem nad piosenką pod tytułem „Soldier for Jesus”. Ray powiedział: ''Joe, nigdy wcześniej cię nie spotkałem, ale musimy zrobić tę piosenkę razem.'' To było rok temu, ale jak dotąd nie mieliśmy okazji razem pracować.''

Walker i The Jordanaires nagrali wspólnie „Soldier for Jesus”, ale gitarzysta marzy o nagraniu z nimi i Blind Boys of Alabama pełnego albumu. ''Chcieliśmy połączyć tak zwane białe i czarne gospel - wyjaśnia Walker. „Ray odwrócił się do mnie i powiedział: „Wiesz Joe, rozmawiałem z Clarencem o tym, że chcielibyśmy nagrać z nimi płytę.” Zadzwoniłem do Clarence’a Fountaine’a. Okazało się, że jest dializowany i choruje na cukrzycę, a Blind Boysi procesują się ze sobą. Mimo to nadal chcę nagrać tę płytę.”

''Amerykańska muzyka to swoisty mikrokosmos. Weźcie Bookera T. i MG's - dwóch białych i dwóch czarnych - lub którąkolwiek z innych grup; wszystkie były mieszane i każdy wnosił coś ze sobą. To właśnie najbardziej cenię w amerykańskiej muzyce. I nie tylko tą jedną rzecz. Wielokulturowość ma wiele innych zalet. To nie biała muzyka. Nie czarna. I nie meksykańska. To muzyka amerykańska.”

''Zawsze musiałem służyć dwóm panom - dobru i złu, prawej i lewej stronie. Szatan przysiadł na moim ramieniu, anioły płaczą gorzkimi łzami” – skarży się Walker w tytułowej piosence „Hellfire”. Kończy ją jednak słowami: ''Duch Święty przysiadł na moim ramieniu. I ja to wiem'', jakby chciał zaświadczyć, że w jego życiu Bóg zatriumfował nad szatanem. To ostatnia z serii piosenek na temat dobra i zła i nieba i piekła, wliczając w nie ''I’ll Get to Heaven on My Own” z wydanej w 1979 nakładem HighTone płyty „Blue Soul” i „If There’s a Heaven” z „Between a Rock and the Blues” (Stony Plain, 2009) (Billy Branch umieścił swoją wersję “I’ll Get to Heaven on My Own” – z Walkerem na gitarze - na swojej nowej płycie „The Devil Ain’t Got No Music”.

“Grałem w kościele, grałem i poza nim – mówi Walker – kiedy odszedłem z domu, na pierwszym występie w Matrixie otwierałem koncert Mississippi Freda McDowella, który słynął z grania zarówno muzyki kościelnej, jak i świeckiej. To samo z Sonem Housem. Wielu ludzi ciąży ku Robertowi Johnsonowi. Mnie pociąga raczej Son House, koleje jego życia, rozdarcie, którego doświadczał. Tej dychotomii doświadczyłem i ja.”

“Odebrałem religijne wychowanie, obie moje babcie były fanatyczkami Biblii. Ojciec wysłał mnie na sześć lat do katolickiej szkoły. Miała na mnie wielki wpływ, tak samo, jak dziesięć lat śpiewania w Corinthians. Ale Stwórca miał dla mnie inne plany. Człowiek myśli, Pan Bóg kreśli. Niektórzy myślą, że przyjdzie nam kiedyś zapłacić za wszystkie nasze uczynki. Inni w to nie wierzą. Ja jestem po środku”.

Pomiędzy 1992 i 1999 Walker nagrał sześć płyt dla Gitanes Blues Productions, oddziału Polydor/Polygram France. Pierwszych pięć wydała w USA Verve, ostatnią - Blue Thumb. Poza muzykami wymienionymi przy okazji „Great Guitars”, Walker gościł na tych nagraniach m.in. Terry’ego Adamsa, Jamesa Cottona, Angelę Strehli i Branforda Marsalisa, Alvina Youngblood Harta i Kenny’ego ''Blues Boss'' Wayne’a.

W pierwszej dekadzie obecnego wieku Walker wędrował od wytwórni do wytwórni. Nagrał jedną płytę dla Telarca (z producentem Randy’m Labbem i dawnym gitarzystą Saturday Night Live, G.E. Smithem), jedną dla Evidence (z producentami Carlą Olson i Brianem Brinkerhoffem i zespołem, w którego skład wchodził trębacz Wallace Roney, saksofonista Ernie Watts, klawiszowiec Barry Goldberg, gitarzysta Phil Upchurch, basista Robert Hurst, perkusista Leon Ngudu Chancler oraz mistrz perkusji Henry Gibson), trzy płyty własnej produkcji dla angielskiej wytwórni JSP (w tym jedną wspólnie z Otisem Grandem), kolejną dla Blues Bureau International i dwie dla Stony Plain z Duke’m Robillardem.

Ta dekada była trudna dla Walkera. ''Przeszedłem ogromnie ciężki rozwód” - wspomina. Udało mu się ostatecznie wygrać gorzką batalię o opiekę nad dwiema córkami i zablokować byłej żonie dostęp do dochodów z nagrań i praw autorskich. W 2004 wyprowadził się z Pittsburga w Kalifornii, spędził dwa i pół roku w trzech różnych francuskich miastach, mieszkał przez rok w San Leandro w Kalifornii, a cztery lata temu osiadł ze swoją nową żoną i córkami Berneice i Leną w Westchester w stanie Nowy Jork. Berneice, teraz 21-latka, niedawno wyprowadziła się do własnego mieszkania. 17-letnia Lena śpiewa dziś wokale wspierające w zespole ojca.

Gitarzysta od dawna spędzał wiele czasu w Europie i przez ostatnie trzy i pół roku regularnie występował w Starym Świecie z zespołem, w którego skład wchodzą algierski wokalista i gitarzysta bluesowy Amar Sundy i amerykański gitarzysta Murali Coryell, który gra również w amerykańskim składzie Walkera.

''Murali gra jak jego ojciec [jazzowy gitarzysta Larry Coryell] - mówi Walker – potrafi też grać jak Freddy King. A Amar jest z plemienia Tuaregów. Gra saharyjskiego bluesa. Kiedy go spotkałem, grał z Albertem Kingiem. Połączyliśmy ze sobą wszystkie te tradycje. Ludziom w Europie naprawdę się to podoba.”

''Nasza muzyka wymyka się tradycyjnym kategoriom. Nie tylko łączymy ze sobą trzy odmienne style, śpiewamy również w różnych językach. Chcielibyśmy nagrać piosenkę, w której Amar śpiewałby w języku Tuaregów albo po francusku, Murali po hiszpańsku i rosyjsku, a ja w Wolof, dialekcie z Senegalu. Mieszkałem we Francji przez dwa lata, większość z moich partnerów pochodziła z Algierii lub Senegalu, przejąłem od nich wiele arabskich fraz. Ludzie w Hiszpanii szaleją, kiedy Murali śpiewa po hiszpańsku, a Amir po francusku lub afrykańsku. Zna również hiszpański. Jeśli gramy w Paryżu, śpiewamy we wszystkich znanych nam językach.

''To właśnie kierunek w jakim moim zdaniem zmierza muzyka - globalna wioska. Spójrzcie na nową grupę Micka Jaggera - New Heavies Super. Ma faceta ze Slumdog Millionaire, A.R. Rahmana. Ma Damiana Marleya. Ma Jossa Stone’a. Mick nie jest nawet głównym wokalistą, ale to mądre posunięcie, otwiera ich na świat. Dawniej wszystko kręciło się wokół języka angielskiego. Teraz już tak nie jest. Parę słów w czyimś języku potrafi zdziałać cuda. Sam mówię trochę po niemiecku i po norwesku. To naprawdę pomaga, udowadnia ludziom, że jesteś krok do przodu.''

Na razie jednak Walker zawiesił swój wielokulturowy projekt z Amirem i Coryellem by promować muzykę z Hellfire. Wydaje się dumny, że znalazł dom w Alligatorze, z którym podpisał umowę na trzy albumy.

''Jeśli już mowa o gwiazdach, prawdziwą gwiazdą tej płyty jest Tom Hambridge. Pozwolił mi robić swoje. We dwóch napisaliśmy 13 piosenek w dwa dni, nie wykorzystaliśmy dotąd nawet połowy.”

''Bruce Iglauer też spisał się na medal – nie staram się mu schlebiać, nie jestem tego rodzaju facetem – robił wszystko, żeby każdy wiedział, co ma robić, żeby wydobyć ze mnie to, co najlepsze. Zajmuje się wszystkim po trochu i naprawdę zna się na tej robocie”.

''Odkąd podpisałem kontrakt z Brucem Iglaurem, koncentruję się na tym, by zrobić dla Alligatora tyle, ile Alligator zrobił dla mnie.''

tłum. by_ingeborg

http://www.livingblues.com
 [0] komentarzy    skomentuj  
<< (1 dokumentów/strona 1 z 1/dokumenty 1-1) >>
 
  kalendarium  
Dziś jest: 2017-11-24
32 lat temu...
1985.11.24 W Inglewood w stanie Kalifornia zmarł Big Joe Turner, wybitny wokalista bluesowy. Przeżył 74 lata.

24 lat temu...
1993.11.25 W Las Vegas zmarł Albert Collins, jeden z największych gitarzystów bluesa. Przeżył 61 lat.
  
  szukaj  


[również w treści]
 
 
  logowanie  

Nie jesteś zalogowany/-a

login: 

hasło: 




Nie pamiętam hasła

Zarejestruj się

 
  reklama  
 
  najnowsze  
 2017-11-17 17:38:20
  FISH FRY
 2017-11-05 18:01:57
  Shakey i ja. Chicago i Big Walter Horton oczyma Charliego Musselwhite'a
 2017-11-05 15:28:28
  Dziesięć pytań do Charliego Musselwhite’a.
 2017-11-05 15:21:55
  Buckwheat Zydeco w Alligator Records
 2017-11-05 15:17:50
  Otis Clay: Sacred Soul, cz.1, Living Blues, No. 159, 9/10.2001
 2017-11-05 15:14:34
  Otis Clay: Sacred Soul, cz.2
Powered by PHP, Copyright (c) 2007-2017 ..::bestyjek::..