reklama  
 
  play  
Środa, 16 Sierpnia w Radio Derf
 Playlista   Pomoc   Parametry Play
Bluesdelta
Play
jazz
Play
standard
Play
soul
Play
bluesrock
Play
polskiblues
-=-=-=-=-=-                    FROM MEMPHIS TO NORFOLK – ZBIÓR ARTYKUŁÓW PRZEDSTAWIAJĄCYCH SYLWETKI WCZESNYCH BLUESMANÓW Z DELTY MISSISIPI, ZAPRASZAMY DO LEKTURY !!!                    -=-=-=-=-=-                    
  
NOWOŚCI, Serwer bluesrock: Doyle Bramhall II - [2016] - Rich Man



RADIO DERF POLECA: Premiera płyty ``Koldfusion`` (Monomotiv + Aleksandra Siemieniuk)



RADIO DERF POLECA: Hard Times - [2016] - Siedem



NOWOŚCI, Serwer bluesrock: Tedeschi Trucks Band - [2016] - Let Me Get By



Bluesdelta
  Aktualnie: "Alan Lomax - Alan Lomax: Blues Songbook - I Hate A Man Like You - Jelly Roll Morton"
jazz
  Aktualnie: "Lagrene, Birli And Sylvain Luc - Summertime - Summertime"
standard
  Aktualnie: "Ike Turner - The Blues Guitar Box Set Cd2 - Prancin`"
soul
  Aktualnie: "Otis Redding - A Soupcon Of Soul - A Hard Day`s Night"
bluesrock
  Aktualnie: "The Allman Brothers Band - Instant Live The Fox Box Set - Don`t Think Twice"
polskiblues
  Aktualnie: "Magra Piskorczyk (with Billy Gibson) - Afro Groove - Asve Us All"
 
  menu  
aktualności
artykuły
download
festiwale
forum
From Memphis to Norfolk
galeria
koncerty
kontakt
linki nadesłane
o Radio Derf
reklama w Radio Derf
reportaże i wywiady
transmisje live
 
  partnerzy  
 
  odwiedzający  
 Wizyty:
start: 2007-07-03
 [2048880]  Wizyt łącznie
 [1442]  Wizyt dzisiaj
 
  reklama  
 
  reklama  
 
  statystyki  
 [270]  Zarejestrowanych użytkowników
 [0]  Zalogowanych

 [895]  Aktualności

 [7]  Koncertów
 [0]  Nieopublikowanych
 [7]  Archiwalnych

 [93]  Galerii

 [26]  Linków

 [0]  Postów RD

 [55]  Reportaży/Relacji

 [3]  Forum

 [120]  Tematów forum

 [2449]  Postów forum
 
  artykuły  
<< (1 dokumentów/strona 1 z 1/dokumenty 1-1) >>
SAM CHATMON. OSTATNI Z MISSISSIPPI SHEIKS  
Autor: administrator, 2009-09-15 16:31:30
SAM CHATMON. OSTATNI Z MISSISSIPPI SHEIKS, Blues Revue, Winter 1994

by Jas Olbrecht


W latach 30-tych półki sklepów muzycznych, jak Ameryka długa i szeroka, uginały się pod płytami Mississippi Sheiks. Podbili oni serca rodaków swojską liryką i string-bandowymi aranżacjami, czerpanymi z utworów wędrownych minstreli, ragtime'u, country-bluesa i melancholijnych pieśni hillbilly.

Zespół stworzyła rodzina Chatmonów, mieszkająca osiemnaście mil na zachód od Bolton w stanie Mississippi. Henderson Chatmon, utalentowany skrzypek i były niewolnik miał całe stada dzieci. ''Tatko miał trzy żony – wspomina jego syn Sam w notce do wydanej przez Rounder ''Sam Chatmon's Advice'' – moja matka urodziła ich najmniej, jedynie trzynaścioro. Tatko wspominał, że ma wszystkich razem sześćdziesięcioro, ale musiał liczyć i te, które miał na boku, w tym Charleya Pattona''. Henderson utrzymywał bowiem, że w latach 90-tych łączył go romans z matką Charleya – Annie Patton.

Henderson dzieci miał jak widać sporo, ale nie znaczyło to, że zaniedbywał ich wykształcenie. Od najmłodszych lat otaczał je instrumentami. Dom pełen był skrzypiec, gitar, banjo, mandolin, klarnetów, pianin, a nawet kontrabasów. Jego synowi grali wspólnie na zabawach białych i dzikich potańcówkach na plantacjach. ''Wszystkich dziewięciu braci grało w zespole – wspomina Sam – Lonnie i Edgar na skrzypcach, Harry na gitarze, pianinie lub skrzypcach, jak wolał. Willie i Bert grali na gitarach, Bo na gitarze lub banjo, a najmłodszy – Laurie na perkusji. Sam grywałem zwykle na kontrabasie. Walter Vincent dołączył do nas w 1921 roku. Ci ze studia nagrań nazwali go Walter Jacob, ale jaki tam z niego Jacob, skoro jego ojcem był stary Vincent, dobrze to pamiętam''.

Walter, Bo, Lonnie i Sam Chatmon mieli stać się sławni jako Mississippi Sheiks. Zespołem zarządzał Lonnie, utalentowany skrzypek, natomiast obdarzony głębokim, przejmującym głosem Bo stał się największą jego gwiazdą. Bo nie tylko śpiewał, ale - co do dziś udaje się tylko nielicznym – akompaniował sobie równocześnie na skrzypcach, był też znakomitym gitarzystą. Trudno byłoby znaleźć muzyka, który potrafiłby z równą jak on łatwością podbijać serca publiczności. Uzdolniony, żywy i zmienny, podobnie jak Lonnie Johnson imał się wielu stylów i technik, wciąż poszukując idealnego środka wyrazu. Na płytach figuruje jako Bo Chatmon, lub Bo Carter, naprawdę jednak miał na imię Armenter. Przyszedł na świat około 1894 roku i był pierwszym z Chatmonów, którzy pojawili się w studio nagrań. W 1928 roku wydał cztery płyty w Nowym Orleanie. Na jego 78-ce ''Good Old Turnip Greens/ East Jackson Blues'' towarzyszą mu Walter Vincson na gitarze i Charlie McCoy na mandolinie, wszyscy trzej akompaniują też Mary Butler na jej 78-kach nagranych dla Brunswick.

Pierwsza sesja Lonniego, Waltera i Bo pod szyldem Mississippi Sheiks została nagrana przez OKeh, 17 lutego 1930 roku, w Shreveport w Luizjanie. Nagrano wówczas między innymi flagowy utwór Mississippi Sheiks ''Sitting On Top Of The World'', słodkogorzki lament, który miał stać się w przyszłości bluesowym standardem. Wydana 78-ka rozsławiła zespół daleko poza granicami Mississippi, a płyta sprzedawała się tak dobrze, że już kilka miesięcy później OKeh zamówił u nich kolejne czternaście utworów.

Pomimo, że nagrania wskazywałyby, że Mississippi Sheiks byli wyłącznie string-bandem, podczas koncertów w Memphis, czy Chicago towarzyszyła im zwykle perkusja i instrumenty dęte. Młody Muddy Waters wspomina, jak szedł dziesięć mil, by ich posłuchać ''Byli przeklęcie dobrzy, a te ich nagrania!'' W latach 30-tych Mississippi Sheiks nagrywali niemal dla wszystkich znaczących wytwórni – Columbia, OKeh, Paramount i Champion, w po kilku latach udało się ich przejąć Bluebirdowi. Nagrywali również z towarzyszeniem przyjaciół – choćby Texas Alexandra, jako Chatmon Brothers i solowo – sam Bo pozostawił po sobie przeszło setkę solowych utworów.
''Uwielbiam sposób w jaki Bo śpiewa – opowiada Jorma Kaukonen, w której repertuarze figuruje wiele utworów Bo – jego solówki są tak odmienne, że gdziekolwiek byś ich nie usłyszał, zawsze rozpoznasz, że to śpiewa Bo Carter. Słyszałam, że podczas I wojny stacjonował w Europie i podchwycił nieco techniki flamenco. Całkiem to prawdopodobne, bo w jego muzyce i timingu obecnych jest wiele zaskakujących elementów rytmicznych''.

Jak wspomina Sam, czas Mississippi Sheiks minął, kiedy w 1937 roku zmarło pięcioro jego braci i sióstr. Przeminęła też moda na tradycyjną muzykę, zastąpiły ją nowocześniejsze brzmienia. Ostatnia sesja Bo przypadła na 1940 rok, później stracił wszystko i w latach 60-tych zmarł w biedzie w Memphis.

Sam w latach 40-tych i 50-tych pracował na roli, dorabiał też jako nocny stróż. Wybudował domek na połowie akra, który kupił sobie w Hollandale, małej mieścinie kilkanaście mil od brzegów Mississippi. Kiedy Chris Strachwitz z Arhoolie Records przyjechał w latach 60-tych go nagrywać, muzyka Sama brzmiała tak samo, jak ta, którą pamiętamy z płyt Mississippi Sheiks. Na prośbę Strachwitza zaśpiewał dawne numery Sheików, hymny gospel i swoje własne protest-songi. Jego muzyka spotkała się z ogromnym zainteresowaniem – nagrywał go Rounder, Blue Goose i Flying Fish.

''Rytmiczna elegancja gitary Sama Chatmona i jego niespieszny, za to głęboko przemawiający do serca styl śpiewu to zalety, jakie muzyka Ameryki utraciła lata temu – referuje New York Times – nawet najlepsi ze współczesnych muzyków bluesowych nie potrafią dziś oddać w pełni ducha tej utraconej epoki, którą Sam Chatmon wskrzesza bez wysiłku każdym swym gestem, każdą frazą''.

W przeciwieństwie do wielu innych ''uratowanych od zapomnienia'' sław bluesa, Sam Chatmon nie poprzestał tylko na wskrzeszaniu przeszłości. W swoich tekstach poruszał odważnie problemy dyskryminacji rasowej, jak w piosence o mężczyźnie, który pragnie przemalować swoją twarz na jaśniejszy odcień. Jego ostatni publiczny występ odbył się w 1982 roku, na Mississippi Delta Blues Festival. Zmarł 2 lutego 1983 roku.

Cytowany tu wywiad odbył się jesienią 1980 roku. Było późne popołudnie, Sam wrócił właśnie z pracy w polu pod Hollandale.

Krąży tyle różnych historii o twoim pochodzeniu. Powiedz, ile naprawdę masz lat?

Jakieś osiemdziesiąt dwa, przynajmniej tak myślę.

Twój ojciec był skrzypkiem.

Tak

Jaki rodzaj muzyki grał?

Grał ragtime'y i square-set dance. Tak wtedy zwali tą muzykę – square dance, breakdowns.

Jesteś jego siódmym synem?

Tak

Czy to wasz ojciec nauczył Lonniego gry?

Nie, nie uczył żadnego z nas. Wszyscyśmy nauczyli się sami. Ale jego przyrodni brat – Leo Wesson – pokazał mu nuty i odtąd umiał już grać na skrzypcach z nut.

Czy inni bracia też umieli czytać nuty?

Taaa

A ty, kiedy zacząłeś grać na gitarze?

Miałem ze cztery lata

Jak się uczyłeś?

Chwyciłem za gitarę i patrzyłem, jak inni grają. Tak samo nauczyłem się prowadzić samochód. Nigdy nikt nie pokazywał mi, jak obchodzić się z autem. Siedziałem tylko i patrzyłem.

Czy techniki fingerpicking też nauczyłeś się w dzieciństwie?

Tak, od samego początku nią właśnie grałem.

Jakiego typu piosenek się wtedy uczyłeś?

Samego starego, dobrego bluesa.

Przypominasz sobie pierwszy blues, jaki usłyszałeś?

O tak, to było:
''Run down the river, thought I'd jump and drown,
I thought about my baby, then I turn around''
To pierwsza piosenka, jaką pamiętam. Mój starszy brat mi ją śpiewał. Miał na imię Ferdinand.

Spotykałeś jakiś bluesmanów, kiedy byłeś dzieckiem?

Nie, nie chodziłem na koncerty. Zacząłem bywać dopiero, kiedy skończyłem siedem lat, a i wtedy wychodziłem tylko z moimi braćmi. Nie graliśmy wtedy wcale bluesa, przygrywaliśmy tylko białym do tańca.

Spotkałeś kiedyś Blind Lemona?

Tak, poznałem go. Od kiedy zacząłem grać na gitarze i jeździć z Bo, poznałem ich wszystkich.

Jakie wrażenie na tobie zrobił?

Był w porządku. Dobrze wtedy grałem, ale tak dobrze jak on nie potrafiłem. Próbowałem, ale dałem za wygraną.

A co z Charley'em Pattonem?

Potrafiłem grać jak on, ale jego śpiewu nie lubiłem. Charley był moim bratem.

A dziś, kto jest twoim ulubionym wykonawcą?

Cóż, nie ma drugiego takiego, jak B.B. King. Nikt tak nie śpiewa bluesa. Uczył się ode mnie gry.

Spotkałeś kiedyś Roberta Johnsona?

Taa. On napisał ''Big Road Blues'', a ja ''Stop And Listen'', całkiem podobnie, jak on to zrobił. (red. prawdopodobnie Sam opowiada tu o Tommy'm Johnsonie, który nagrał ''Big Road Blues'' w 1928 dla Paramount)

Jak wtedy wyglądał?

Był wysoki i miał jasną skórę. Przystojny był z niego gość.

Mówią, że zaprzedał duszę diabłu?

Idę o zakład, że sam tę bujdę wymyślił. Jak sobie wypił, imały się go takie psoty.

Czy to prawda, że grałeś na kontrabasie, kiedy miałeś siedem lat?

Prawda, musiałem stawać na skrzynce, żeby do niego sięgnąć.

A jak nauczyłeś się gry na banjo?

Wpierw nauczyłem się grać na gitarze. Mieliśmy w zespole banjo nastrojone całkiem tak, jak pierwsze cztery struny gitary, mogłem na nim zagrać co tylko zapragnąłem.

A kiedy zacząłeś grać za pieniądze?

Za pieniądze. Bracie, grałem za pieniądze, odkąd skończyłem siedem lat.

Dobrze zarabialiście?

Jeszcze jak! Graliśmy od Coopersville do samego Brownsville. Płacili nam 25 dolarów tygodniowo – mnóstwo pieniędzy w tamtych czasach. O tak, całe mnóstwo.

Ile w tym czasie zarobiłbyś na tydzień pracując w polu?

Jakieś trzy dolary, może mniej. Za sześć dni znoju.

Grałeś też dla białych, u których służyłeś?

A jakże, grałem. Śpiewałem im serenady. Dawali mi 60 centów dniówki za plewienie bawełny, a całe pięć dolarów za trzy albo cztery piosenki.

Kiedy Walter Vincson przyłączył się do waszego zespołu?

W 1922 albo 1923. Graliśmy wtenczas wszyscy w Jackson – my, Charlie McCoy, Memphis Minnie. Mieliśmy po dwa, trzy występy jednego wieczoru. Część szła na jeden, reszta na drugi.

W czasie kiedy grałeś miałeś też inny zawód?

Tak, cały czas pracowałem w polu.

Mówi się, że Mississippi Sheiks byli najpopularniejszym string-bandem Stanów. Czy to prawda?

Pewnie.

Kto był waszą konkurencją?

Co rozumiesz przez konkurencję?

Były w tym czasie i inne string-bandy?

Były, a jakże. Memphis Jug Band i wiele innych. Ale my byliśmy o wiele lepsi.

Co najbardziej lubiłeś grać, kiedy byłeś gitarzystą w zespole? Bluesa, fokstrota, one-step?

Przepadałem za ''St. Louis Blues''. Polubiłem go, kiedy tylko pierwszy raz mi go zagrali. I do teraz lubię.

Opowiedz mi, jak pierwszy raz nagrywałeś.

To musiało być dla P.C. Brockmana

To wtedy właśnie nagraliście ''Sitting On Top Of The World''?

Tak, właśnie wtedy, a do tego ''Corrine'' i ''Stop And Listen''

Ile dostałeś za tamtą sesję?

Och, tyle co nic. Jakieś dwadzieścia dolarów

A tantiemy?

Kto by tam wtedy myślał o tantiemach.

A następne nagranie? Kiedy do niego doszło?

Nagrywałem w Jackson w 1923. Wtedy pierwszy raz nagrywałem samodzielnie. Występowałem w tamtym czasie z chłopcami. Byliśmy w Georgii, kiedy zaproponowali nam nagrywanie.

A co robiłeś w Jackson?

Nagrywałem piosenki – ja, Memphis Minnie, Charlie McCoy i mój brat Harry (red. Chatmon prawdopodobnie ma tu na myśli późniejszą sesję dla ARC z 1935 roku)

Musiałeś wiele komponować?

Tak, pisałem wszystko, co grałem.

Jak powstają twoje piosenki? Najpierw piszesz melodię?

Kiedy ma się napisać piosenkę, trzeba najpierw dobrze pomyśleć, o czym chce się śpiewać. Potem wystarczy złożyć cztery, góra pięć wersów. Utwór ma tylko trzy minuty, a teraz, na tych nowomodnych płytach, nawet dwie i pół. Tak właśnie pracuję, składam pięć wersów, a potem je ćwiczymy i nagrywamy.

Którą ze swoich piosenek najbardziej lubisz?

''Radio Blues'' i ''Please Baby, Don't Give My Love Away Because I'm Sinkin' Down, I'll Be Up Again Someday''. Lubię je obie.

Ty i Bo znani byliście z poczucia humoru

Tak, tak o nas mówili

Kiedy rozpadł się wasz zespół, w 1937?

Sam nie wiem, jak to się wszystko zaczęło. Przyszły złe czasy i poszliśmy każde w swoją stronę. Jeden z nas umarł, potem drugi. Mój brat Ed grał dalej z Bo w Hollandale, a ja nie grałem wcale, pracowałem jako nocny stróż w przędzalni bawełny.

Nie porzuciłeś jednak gry?

Nie, grałem dalej na gitarze.

Spotykałeś bluesmanów z młodszego pokolenia, takich jak Albert King?

O tak, znałem Alberta Kinga, i Freddiego Kinga, przyjechali na plantację, gdzie pracowałem.

W 1960 roku znów graliście razem?

Tak właśnie.

Co sobie pomyślałeś, kiedy przyszedł do ciebie biały i zaproponował ci pracę w San Diego?

Chris Strachwitz? Cóż, moja żona wtenczas chorowała, pomyślałem, że złapałem Pana Boga za nogi. Tyle było wydatków, a oni przyjechali i dali mi pieniądze.

Zaskoczyło cię, że twoja muzyka stała się znów tak popularna?

Nie, wcale. Ludzie zawsze za mną szaleli, nawet kiedy miałem pięć, albo sześć lat. Na sam mój widok wołali ''Dawajcie Sama na scenę''. Grałem, a oni szaleli. Tak samo jest teraz. Gdziekolwiek nie pójdę, wiedzie mi się jak z płatka.

Na jakiej gitarze teraz grasz?

Mam Gibsona z 1910 roku. Gram na nim od siedmiu, czy ośmiu lat, ale pierwszą gitarą jaką miałem, kiedy byłem mały był Washburn. Teraz wisi na ścianie w Kalifornii.

Grałeś kiedyś na Stelli?

O tak, co to były za gitary! Tak bym chciał znów taką mieć!

Współpracowałeś też z innymi bluesmanami z Mississippi?

Pewnie, wiele razem nagrywaliśmy, nagrywałem prawie z każdym.

Jak sądzisz, które lata były najlepsze dla Twojej muzyki?

Lata 60-te, kiedy znów zacząłem grać. Przedtem grałem jak Blind Blake, jak Lonnie Johnson. Ludzie przychodzili i mówili ''Poznajesz? On gra zupełnie jak ten-a-ten''. Więc wyrobiłem sobie własny styl, nauczyłem się, jak grać i jak śpiewać. Nie może być nic lepszego.

Jak często grasz?

Codziennie, choćbym nie wiem jak był zajęty.

Rankami?

Nie, wieczorami. Lubię noc. Uczę mojego chłopaka. Przyjedzie do mnie o piątej, pokażę mu jak gram.

Grasz na ganku?

Gram wszędzie, gdzie popadnie. Ja kocham grać.

Czy twoi krewni też są muzykami, czy jesteś już ostatnim z Chatmonów, który występuje?

Mój syn ma w Chicago swój własny zespół.

Singin' Sam Chatmon?

Taa.

Czy jeszcze ktoś z was gra?

Moje wnuki. Gra wnuczka, jej chłopak jest saksofonistą, jeden wnuk jest perkusistą, drugi pianistą, trzeci gra na organach.

Grasz jak dawniej stylem finger-picking?

Tak, ale nie używam kostki. Mam ich pełne kieszenie, ale gram zawsze swoimi własnymi palcami. Potrafię tak zagrać każdy jazzowy kawałek, jaki wspomnisz.

Grałeś kiedyś na gitarze elektrycznej?

Tak, ale odłożyłem ją, jak tylko przyjechał Strachwitz. Nie chciał nagrywać żadnej elektrycznej muzyki. Przywiózł ze sobą gitarę akustyczną, więc odłożyłem moją w kąt. Miałem wtedy Fendera. Był dla mnie za ciężki. Zamieniłem go na taką małą, lekką gitarę Searsa... jak ona się nazywała..

Silverstone?

Tak, to ta. Ta sama na której zwykł grać B.B. King.

Kiedy sięgnąłeś po gitarę elektryczną?

Kiedy zmarła moja żona, nie chciałem dalej grać, powiedziałem sobie ''Poddaję się. Koniec z tym''. Przyjechał mój syn i przywiózł mi gitarę, dobrą elektryczną gitarę Fendera, a ja zacząłem znów grać. To było w latach 60-tych.

Występowałeś z nią na scenie?

O tak, grałem tylko na niej, kiedy znowu zacząłem występować. Ale ludzie nie lubili elektrycznej gitary. Na początku mówiłem zawsze – wiem, że miałem grać na gitarze akustycznej, ale pozwólcie mi zagrać na tej, do której jestem przyzwyczajony. A kiedy już zagrałem, zawsze na nią przystawali.
Czy blues ma twoim zdaniem przyszłość?

Pewnie, powiem ci, co myślę – mogę się mylić, ale wszyscy zaczynają przepadać za bluesem. Nie znajdziesz prawie nikogo, kto by go nie lubił. Gdziekolwiek bym nie grał, ludzie witali mnie jak Zbawiciela. I wszyscy chcieli mnie jeszcze posłuchać.

Co byś poradził młodym bluesmanom?

Niech nie piją. To moja najlepsza rada. Jak wypijesz, zdaje ci się, że robisz coś wielkiego, a tymczasem robisz z siebie głupca.

Będziesz grał przez resztę życia?

Jak długo zdołam nie wypuszczę z ręki gitary. Kiedy gram, czuję się o wiele lepiej. Na co mi siedzieć w fotelu, kiedy tak dobrze mi, jak gram?

Czy za czasów twojej młodości blues uważano za muzykę szatana?

Nie, nie. Ja sam grałem bluesa, całe moje życie, ale znałem i kościelne pieśni. Kiedy Bóg da ci talent, to nie grzech go używać. Nie uważałem nigdy bluesa za grzech. Gdyby Bóg nie dał mi zdolności, nie potrafiłbym grać, ktoś inny by to za mnie robił.

Jesteś zadowolony ze swojego życia?

No pewnie. Nie mógłbym być bardziej.

tłum. by_ingeborg
 [0] komentarzy    skomentuj  
<< (1 dokumentów/strona 1 z 1/dokumenty 1-1) >>
 
  kalendarium  
Dziś jest: 2017-08-16
79 lat temu...
1938.08.16 W Greenwood w stanie Missisipi zmarł w wieku 27 lat Robert Johnson, legenda bluesa.

66 lat temu...
1951.08.16 W Nowym Jorku urodził się Eric Bibb, gitarzysta i wokalista, syn śpiewaka Leona Bibba. Nagrywał m.in. z Taj Mahalem i Charliem Musselwhitem.

94 lat temu...
1923.08.16 na Jamajce ur. się Eddie Kirkland, gitarzysta elektryczny, harmonijkarz i wokalista. W latach 1949-62 partnerował Johnowi Lee Hookerowi, później rozpoczął udaną karierę solową. Zm. 27.02.2011
  
  szukaj  


[również w treści]
 
 
  logowanie  

Nie jesteś zalogowany/-a

login: 

hasło: 




Nie pamiętam hasła

Zarejestruj się

 
  reklama  
 
  najnowsze  
 2017-08-11 19:41:23
  ’Till I Find My Way Home. Nieznany wywiad z Brownie McGhee
 2017-08-11 19:41:07
  10 pytań do Honeyboya Edwardsa. Blues Access, lato 1998.
 2017-08-11 19:40:49
  SAM CHATMON. OSTATNI Z MISSISSIPPI SHEIKS, Blues Revue, Winter 1994
 2017-08-11 19:40:31
  JOHN HENRY
 2017-08-11 19:40:09
  ''Sometimes a man has to sing a blues''. Reportaż z Zimbabwe
 2017-08-11 19:39:48
  ''Na rozstaju dróg. Muzycy w walce z uzależnieniem'', Blues Revue, lato 1999
 2017-08-11 19:38:02
  NA ANTENIE RADIA DERF: LOUISIANA RED
Powered by PHP, Copyright (c) 2007-2017 ..::bestyjek::..