reklama  
 
  play  
Poniedziałek, 11 Grudnia w Radio Derf
 Playlista   Pomoc   Parametry Play
Bluesdelta
Play
jazz
Play
standard
Play
soul
Play
bluesrock
Play
polskiblues
-=-=-=-=-=-                    FROM MEMPHIS TO NORFOLK – ZBIÓR ARTYKUŁÓW PRZEDSTAWIAJĄCYCH SYLWETKI WCZESNYCH BLUESMANÓW Z DELTY MISSISIPI, ZAPRASZAMY DO LEKTURY !!!                    -=-=-=-=-=-                    
  
NOWOŚCI, Serwer bluesrock: Doyle Bramhall II - [2016] - Rich Man



RADIO DERF POLECA: Premiera płyty ``Koldfusion`` (Monomotiv + Aleksandra Siemieniuk)



RADIO DERF POLECA: Hard Times - [2016] - Siedem



NOWOŚCI, Serwer bluesrock: Tedeschi Trucks Band - [2016] - Let Me Get By



Bluesdelta
  Aktualnie: "Robert Pete Williams - Santa Fe Blues (Last Recordings) - C`mon Babe Let`s Have A Ball"
jazz
  Aktualnie: "Pat Metheny Trio - Day Trip - Snova"
standard
  Aktualnie: "R.L. Burnside - The Original Boogie: LIVE - You Better Stay Away"
soul
  Aktualnie: "O.V. Wright - The Soul Of O.V. Wright - I`d Rather Be Blind, Crippled, And Crazy"
bluesrock
  Aktualnie: "Chris Robinson - This Magnificent Distance - Surgical Glove"
polskiblues
  Aktualnie: "Kaminski, Kielak, Leczycki, Wisniewski - Harpcore - Higher&Higher"
 
  menu  
aktualności
artykuły
download
festiwale
forum
From Memphis to Norfolk
galeria
koncerty
kontakt
linki nadesłane
o Radio Derf
reklama w Radio Derf
reportaże i wywiady
transmisje live
 
  reklama  
 
  partnerzy  
 
  odwiedzający  
 Wizyty:
start: 2007-07-03
 [2367337]  Wizyt łącznie
 [1240]  Wizyt dzisiaj
 
  reklama  
 
  reklama  
 
  statystyki  
 [272]  Zarejestrowanych użytkowników
 [1]  Zalogowanych

 [899]  Aktualności

 [7]  Koncertów
 [0]  Nieopublikowanych
 [7]  Archiwalnych

 [93]  Galerii

 [22]  Linków

 [0]  Postów RD

 [55]  Reportaży/Relacji

 [3]  Forum

 [120]  Tematów forum

 [2449]  Postów forum
 
  reportaże i wywiady  
<< (1 dokumentów/strona 1 z 1/dokumenty 1-1) >>
BLUESROADS 2012
Autor: ingeborg, 2012-06-08 11:29:18
BLUESROADS 2012

III edycja studenckiego festiwalu BLUESROADS dobiegła końca. Za nami pięć dni zabawy, koncertów i nocnego jamowania. Tegoroczna edycja odbywała się pod hasłem „BLUES NA ROZDROŻU KULTUR”, mieliśmy więc okazję posłuchać nie tylko rdzennego bluesa, ale także folku, etno czy alternatywy. O tym, jak bardzo są nam bliskie, przekonywali Tymon Tymański, Maja Kleszcz i muzycy afrobluesowych Wielbłądów.

Bluesroads rozpoczęły jak co roku dźwięki korzennego bluesa. W Empiku na krakowskim rynku dla gości festiwalu zagrali Przytuła i Kruk. Wkrótce potem na Placu Szczepańskim rozpoczął się akustyczny jam. O zmroku bluesowa kawalkada pociągnęła na rynek, jamować do rana w pełnym po brzegi Harris Piano Jazz Barze. Kolejny dzień upłynął pod znakiem swingu. Na starówkę wyjechał bluesowy tramwaj, a w klubie Żaczek ruszyły warsztaty taneczne. Wieczorem goście mogli spróbować sił na jazzowej Bluesotece. Przy muzyce Boba Jazz Bandu tańczono do późnej nocy.

W piątek festiwalowa machina ruszyła już pełną parą. Dzień rozpoczęły warsztaty na krakowskich uczelniach. Z młodymi muzykami spotkali się Natalia Kwiatkowska, Marcin Dyjak i patronujący festiwalowi od momentu jego powstania Jarosław Śmietana. Goście festiwalu mieli też okazję poznać osobiście legendę akustycznego bluesa – Pawła Ostafila.

Na wieczornym koncercie na scenę powrócili laureaci ubiegłorocznego przeglądu – Dominik Plebanek, Cheap Tobacco i obsypana wyróżnieniami leszczyńska formacja Nie Strzelać Do Pianisty, która i tym razem ruszyła salę z posad. Choć koncerty gwiazd przewidziano dopiero na sobotę i niedzielę, festiwalowa sala pękała w szwach.

Występ Dominika Plebanka wydał nam się nieco zbyt blady i nazbyt luźno powiązany z bluesem, być może jednak – jak radzili krakowscy muzycy – warto byłoby wysłuchać go ponownie w bardziej kameralnej atmosferze. Naszych nadziei nie zawiedli za to Cheap Tobacco. Krakowski zespół z radosną, żywiołową Natalią Kwiatkowską na czele rozgrzał publiczność do czerwoności. Przez rok, jaki upłynął od poprzedniego przeglądu ich muzyka zyskała jeszcze na intensywności, barwie i wyrazie, a koncerty przepaja dziś ten sam rodzaj energii, jaki towarzyszy zwykle występom Big Fat Mamy. Obok klasyki Otisa Reddinga, Nory Jean Bruso i Billa Withersa Natalia śpiewała tego wieczoru również autorskie, nietuzinkowe muzycznie i tekstowo kompozycje, z podbudowanym głębokim, transowym rytmem „Aniołem Stróżem” na czele. Jej gorący, pełen wyrazu wokal pięknie puentowała zaproszona specjalnie na festiwal sekcja dęta. „Z myślą o występie na Bluesroads wzbogaciliśmy skład o instrumenty dęte i chórki – opowiadała nam po festiwalu – pomysł okazał się tak udany, że o ile warunki finansowe pozwolą, pragnęlibyśmy już zawsze występować na festiwalach w rozbudowanym składzie”.

Sobota rozpoczęła się pracowicie – od serii warsztatów instrumentalnych i wokalnych, prowadzonych przez muzyków Blues Machine i Hoodoo Band. Na sobotnie przedpołudnie przypadł też jeden z najwartościowszych wykładów festiwalu – spotkanie z grającymi afrobluesa Wielbłądami (już wkrótce w Radiu Derf obszerny wywiad z muzykami). Wywodzący się z Gadającej Tykwy Gwidon Cybulski, Sebastian Wielądek i Kuba Pogorzelski i nowy członek zespołu - Mateusz Szemraj opowiadali o muzyce Afryki i Arabii, jej specyficznych brzmieniach i niebywałym skomplikowaniu korzennych nurtów - niuansach rytmu i wokalizy, swobodzie stroju, pozornych fałszach – tym wszystkim, co w muzyce etnicznej (a więc i bluesowej) jest niezapisywalne, a jednak przesądza o jej charakterze. Zaledwie dzień wcześniej o tych samych wartościach opowiadał Paweł Ostafil, jeden z największych w Polsce autorytetów w dziedzinie tradycyjnego bluesa. Choć jego i młodych warszawskich muzyków dzieli wiek i doświadczenia, lata poszukiwań i pracy z instrumentem uczuliły ich na te same walory.
„Filtry edukacyjne, jakimi obarcza nas klasyczne wychowanie sprawiają, że wielu informacji w muzyce tradycyjnej nie zauważamy, nie słyszymy ich, omijamy lub negujemy – opowiadał gościom Bluesroads Kuba Pogorzelski, specjalizujący się w muzyce Afryki Zachodniej – praca z muzykami tradycyjnymi to szkoła pokory, pozwala przełamać uwarunkowania, z których istnienia wcześniej nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy.”

Kiedy warsztaty dobiegły końca przyszła pora na radosne, przepełnione energią koncerty Hoodoo i Bluesroads Band Jarka Śmietany i Billy’ego Neala, którym towarzyszyli na scenie laureaci wcześniejszych edycji.

W napięciu czekaliśmy na wieczorny koncert Wielbłądów. Zaproszenie na bluesowy festiwal jest dla zespołu z zewnątrz pewnym wyzwaniem. Można je podjąć – wchodząc w dialog z bluesową tradycją, lub odrzucić – pozostając przy własnym repertuarze. Dla Wielbłądów wybór był prosty – już od pewnego czasu fascynował ich korzenny blues, a zaproszenie na krakowski festiwal stwarzało okazję do skonfrontowania swoich poszukiwań z bluesową publicznością.

Afroblues... nazwa początkowo nieprzyjemnie zgrzytała nam w uszach. Czyżby kopia Alego Farka Toure? Nic bardziej mylnego. Muzyka, którą usłyszeliśmy na wieczornym koncercie nie była hybrydą Delty, ani muzyki griotów. Przyswojone przez lata brzmienia stopiły się w niej w nową jakość, muzykę bardzo osobistą, a jednocześnie w przedziwny sposób znajomą. Gdy jej słuchamy, w pierwszym momencie ucho wychowane na dźwiękach tradycyjnego bluesa wzdraga się przeciw nieznanym dźwiękom, obcym wzorcom rytmicznym. Po chwili, kiedy wrażenie obcości mija, czujemy narastające zdumienie. To przecież North Missisipi Hill Country, jego transowy puls, nieuporządkowanie i nieco cygańska swoboda. Muzyka, którą bez problemu zaakceptowano by na pikniku w Senatobii. Czyżby blues dochował się siostry bliźniaczki?

Niedziela to dzień Romka Puchowskiego i Keitha Dunna, przedpołudnie wypełnione warsztatami i wieczorne koncerty, tak przepełnione radością i energią, że wychodziło się z nich jak na skrzydłach.

Keith Dunn - ulubieniec krakowskiej publiczności - promieniował tego wieczoru czarem i słodyczą B.B. Kinga. Od jego uwodzicielskich spojrzeń topniało serce, a filuterne „Keep your business to yourself” Sonny Boya Williamsona sprowadziłby na manowce nawet anioła. Serce rosło, kiedy obserwowało się, z jakim znawstwem żonglował emocjami widzów – kiedy temperatura sięgała wrzenia umiejętnie wyciszał ją nastrojową balladą, by po chwili znów podbić tempo zapierającym dech w piersi, frenetycznym boogie. Widownia szalała, bisom nie było końca. Keithowi i jego muzykom pozwolono zejść ze sceny dopiero wówczas, gdy ze śmiechem błagali o litość.

Koncert Incarnation, projektu muzyków Kapeli Ze Wsi Warszawa, był chyba najluźniej powiązanym z bluesem wydarzeniem festiwalu, podobnie jak ich poranna, nie do końca konkretna prelekcja. Incarnation to przede wszystkim pięknie frazowany, niezwykle oryginalny wokal Mai Kleszcz. Warszawska wokalistka prezentowała tego dnia materiał ze swojej najnowszej płyty. Wydany wiosną tego roku „Odeon” połączył świetne teksty Bogdana Loebla z szeroko pojętą muzyką świata. W poetyckich kompozycjach Mai powraca duch Billy Holliday, pobrzmiewają echa flamenco i słowiańskich pieśni ludowych. Siła jej wokalu i wiolonczeli jest tak duża, że niemal zbędny wydaje się wszelki akompaniament, zredukowany w tym projekcie do praktycznie jednobarwnego, płaskiego podkładu gitary i perkusji.

Projekt, który ostatniego wieczoru festiwalu przedstawił Romek Puchowski właściwie odebrał nam mowę. Są takie koncerty, po których długo, długo nie chce się słuchać żadnej innej muzyki. Do takich właśnie należał występ Romka. Trio z Tymonem Tymańskim i genialnym jazzowym perkusistą, Grzegorzem Grzybem okazało się strzałem w dziesiątkę. We trójkę zerwali sceniczne konwencje, budując zmienną, wielowarstwową sferę dźwięku, muzykę przestrzenną, niepokojącą, niemal unoszącą w powietrze narastającym aż do granicy bólu, transowym rytmem. Podobnie grał u nas chyba tylko James Blood Ulmer, mistrz jazzowej „cloud of sounds”. Instrumenty wyzwolone z tradycyjnych ról zwierały się w przestrzeni sceny. Fale mrocznych, psychodelicznych dźwięków posyłanych przez Tymona Tymańskiego iskrzyły z przesterowanymi, metalicznymi jękami dobro. Perkusja na przemian potężniała i rozbłyskiwała kaskadami drobnych, jasnych uderzeń. Chwilami miało się wrażenie, że na scenie są dwie perkusje i dwóch perkusistów, że niemożliwe by jeden człowiek wydobywał z instrumentu takie przestrzenie dźwięku. Wspaniale było obserwować Tymona, Grzegorza i Romka na jednej scenie. Wszyscy trzej grają z podobną pasją, zatracają się z muzyce, całkowicie pochłonięci wydobywanymi dźwiękami. Jedno jest pewne – Romek Puchowski nigdy nie gra dwa razy tak samo, jego projekty wciąż rozkwitają i ewoluują, niecierpliwie oczekujemy już więc na jego kolejne koncerty.

Na tych, którym udało się wyjść bez szwanku z emocjonalnej burzy, czekał jeszcze nocny jam przed klubem Żaczek. Czapki z głów przed organizatorami. Bartkowi Stawiarzowi i jego drużynie udało się zbudować festiwal, jakiego dotąd u nas nie było, tworzony przez studentów i do nich w pierwszym rzędzie adresowany, festiwal, wokół którego zaczęło narastać nowe środowisko bluesowe. A wszystkiego tego dokonali w Krakowie, mieście niemalże pozbawionym bluesowych tradycji i nasyconym po brzegi wydarzeniami kulturalnymi.

by_ingeborg

foto: Tomasz Oleś http://www.tomaszoles.pl
 [0] komentarzy    skomentuj  
<< (1 dokumentów/strona 1 z 1/aktualnie 1-1) >>
 
  kalendarium  
Dziś jest: 2017-12-11
91 lat temu...
1926.12.11 W Montgomery w Alabamie ur. się Big Mama Thornton, jedna z najwybitniejszych śpiewaczek bluesa i R&B. Zmarła 25.07.1984 r.

53 lat temu...
1964.12.11 W Hollywood w motelu zginął od trzech kul Sam Cooke, gwiazda soulu . Przeżył 33 lata.
  
  szukaj  


[również w treści]
 
 
  logowanie  

Nie jesteś zalogowany/-a

login: 

hasło: 




Nie pamiętam hasła

Zarejestruj się

 
  reklama  
 
  najnowsze  
Powered by PHP, Copyright (c) 2007-2017 ..::bestyjek::..