reklama  
 
  play  
Wtorek, 5 Grudnia w Radio Derf
 Playlista   Pomoc   Parametry Play
Bluesdelta
Play
Jazz
Play
Blues Standards
Play
Soul
Play
Bluesrock
Play
Polski blues
-=-=-=-=-=-                    FROM MEMPHIS TO NORFOLK – ZBIÓR ARTYKUŁÓW PRZEDSTAWIAJĄCYCH SYLWETKI WCZESNYCH BLUESMANÓW Z DELTY MISSISIPI, ZAPRASZAMY DO LEKTURY !!!                    -=-=-=-=-=-                    
  
NOWOŚĆ : The Brothers - March 10, 2020 Madison Square Garden (Live) (2021) 4 CD



NOWOŚĆ : Buddy Guy - [2022] - The Blues Don`t Lie



NOWOŚĆ : Buddy Guy - [2022] - The Blues Don`t Lie







Bluesdelta
  Aktualnie: "Jo-Ann Kelly - Jo-Ann Kelly - Moon Going Down"
Jazz
  Aktualnie: "M.Miller, D.Sanborn, E.Clapton, J.Sample, S.Gado - Montreux Jazz Festival 1997 Legends - Ruthie"
Blues Standards
  Aktualnie: "Albert Collins - Frozen Alive - Frosty"
Soul
  Aktualnie: "Carla Thomas - Comfort Me - Lover`s Concerto"
Bluesrock
  Aktualnie: "Lynyrd Skynyrd - Twenty - how soon we forget"
Polski blues
  Aktualnie: "Slawek Wierzcholski - Harmonijkowy as - Bliski cel"
 
  menu  
aktualności
artykuły
download
festiwale
forum
From Memphis to Norfolk
galeria
koncerty
kontakt
linki nadesłane
o Radio Derf
reklama w Radio Derf
reportaże i wywiady
transmisje live
 
  reklama  
 
  partnerzy  
 
  odwiedzający  
 Wizyty:
start: 2007-07-03
 [12894342]  Wizyt łącznie
 [23492]  Wizyt dzisiaj
 
  reklama  
 
  reklama  
 
  statystyki  
 [291]  Zarejestrowanych użytkowników
 [0]  Zalogowanych

 [650]  Aktualności

 [7]  Koncertów
 [0]  Nieopublikowanych
 [7]  Archiwalnych

 [93]  Galerii

 [18]  Linków

 [0]  Postów RD

 [55]  Reportaży/Relacji

 [3]  Forum

 [120]  Tematów forum

 [2449]  Postów forum
 
  artykuły  
<< (1 dokumentów/strona 1 z 1/dokumenty 1-1) >>
CZERWONOSKÓRZY I BLUES  
Autor: administrator, 2023-09-01 16:10:28
CZERWONOSKÓRZY I BLUES

na podstawie artykułu Maxa Haymesa

Opisując życiorysy czarnych bluesmanów nieraz wspominaliśmy o płynącej w ich żyłach indiańskiej krwi. Indianie i Afroamerykanie to dwie najliczniejsze mniejszości etniczne w Stanach Zjednoczonych. Połączone przewyższyłyby liczebnie białych, nic więc dziwnego, że europejscy osadnicy próbowali wszelkimi siłami nie dopuścić do pokoju między rasami. A jednak między czerwono- i czarnoskórymi istnieje więź bliższa niż dotąd przypuszczano.
Najbliższe związki łączyły Afroamerykanów z Indianami z południowego wschodu, wywodzącymi się z tzw. Pięciu Cywilizowanych Plemion – Czirokezami, Seminolami, Chickasaw, Creek i Choctaw. Zanim przesiedlono ich do Oklahomy (1830-40), Indianie ci zamieszkiwali Teksas, Luizjanę, Mississippi, Arkansas, Georgię, Alabamę, Tennessee, Florydę i obie Karoliny – ziemie, gdzie pół wieku później narodził się blues. Dziwne byłoby, gdyby te dwie społeczności żyjące tuż obok siebie i zepchnięte przez białych na ten sam społeczny margines nie szukały ze sobą kontaktu. Mnożyły się mieszane związki, a w żyłach wielu bluesmanów płynęła indiańska krew.

Indianie Pięciu Plemion już na początku XIX wieku porzucili wędrowny tryb życia i przejęli obyczaje białych. Jedynie Seminole nie pogodzili się z porażką. Przenieśli się na niedostępne bagna Florydy i długie lata toczyli walki z białymi. Pozostałe plemiona hodowały bydło, uprawiały bawełnę i cieszyły względną niezależnością. Indianie chętnie kupowali lub kradli białym czarnych niewolników. Na początku XIX wieku nad Mississippi istniało wiele dobrze prosperujących indiańskich plantacji. Po zakończeniu Wojny Secesyjnej Indianie zgodzili się wyzwolić niewolników, nie pozwalali im jednak zostać na swojej ziemi. Rząd zobowiązał się zabrać ich z terytoriów plemiennych i przesiedlić na inne ziemie, nie wywiązał się jednak z obietnic. Dopiero po dwudziestu latach Indianie pogodzili się z obecnością czarnych wyzwoleńców i przyznali im podstawowe prawa.

Choć dziś obie społeczności żyją w harmonii, długie lata Indianie gardzili czarnymi. Biali starali się zresztą jak mogli skłócić obie społeczności. Będąc na Południu mniejszością, żyli w ciągłej obawie przed wojowniczymi i dobrze uzbrojonymi Indianami i buntami niewolników. Czarnym opowiadano niestworzone historie o męczarniach, jakie zadadzą im Indianie, jeśli dostaną ich w swoje ręce, werbowano ich też do oddziałów walczących z Indianami, obiecując w zamian wolność. Indianom z kolei dobrze płacono za ujęcie zbiegów, bez zbytnich skrupułów wydawali więc szukających schronienia w ich wioskach uciekinierów. Nic zresztą dziwnego - kiedy z rządowego rozkazu indiańskie wioski pustoszyła ospa, rozpuszczano pogłoski, że zarazie winni są czarni.

Nie wszyscy Indianie żyli jednak w nieprzyjaźni z czarnymi. Zbuntowani Seminole przygarniali czarnych zbiegów, uczyli też niewolników, jak przetrwać na bagnach Florydy. Rodziło się coraz więcej dzieci mieszanej krwi.

Kiedy biali przybyli do Ameryki brzegi południowej Mississippi był ośrodkiem prężnej kultury. Prym wiodły plemiona Natchez i Tunica, których nazwami ochrzczono później miasta. Miały one własne ośrodki religijne i rozbudowany system kastowy. W okresie kolonizacji obu plemionom dobrze się wiodło, posiadały też licznych czarnych niewolników, którym przekazały swoją kulturę.

Natchez było pierwotnie miastem Francuzów. Po wojnach z Indianami i sprzedaży Luizjany powstał tu prężny rzeczny port. Na wysokim brzegu pyszniły się pałace plantatorów i arystokracji, nad wodą wyrosła gwarna dzielnica portowa. Cumowały tu barki i parowce, a muzyka nie milkła nawet nocą. „Ludzie pławią się tu w rozpuście i hazardzie, wszyscy grają, niewielu się wzbogaca. Z religią nie mają nic wspólnego” – wspomina XIX-wieczny podróżnik. Nic dziwnego, że miasto pokochał Charlie Patton.

Kultura indiańska była też żywa w Teksasie i Arkansas – kolejnej kolebce bluesa.

W 1830 roku rząd postanowił rozwiązać kwestię indiańską. Część deputowanych domagała się eksterminacji Indian, przeważyły na szczęście głosy umiarkowane. Pozostałych przy życiu Indian przesiedlono siłą na Zachód, ich plantacje przejęto Nieliczni, którzy pozostali stopili się z czasem z czarnymi. Na Terytorium Indiańskim, nazwanym w 1907 roku Oklahomą (od ‘okla’ ludzie ‘homa’ czerwoni), nie obowiązywały prawa białych, a czerwonoskórzy cieszyli się niemal całkowitą autonomią. W nielicznych miastach nie było podatków, szkół, policji, latarni, ani bruku. Biali – poza bandytami - bali się tu zapuszczać. Wolność i swoboda kusiły czarnych, którzy chronili się w Oklahomie przed uciskiem białych. Najmowali się do pracy w kopalniach węgla i na indiańskich ranczach. Oklahomę ukochała Lucille Bogan, pieśniarka i awanturnica, która handlowała whisky i niemało czasu spędziła w burdelu. Śpiewała o niej:

„Kiedy odjadę, kochany, miasto przybierze się w krepę *
Będziesz wiedział, że ja i mój mąż jesteśmy już w Oklahomie”

(*na Południu, kiedy do domu zawitała śmierć drzwi ubierano czarną krepą)

Idylla nie trwała długo. Oklahoma była łakomym kąskiem – miała żyzne ziemie, zdrowy klimat, obfitowała w węgiel i ropę, w 1907 stała się więc kolejnym stanem USA. Mimo to długo jeszcze pozostawała w pamięci czarnych, jako oaza wolności. O Oklahomie śpiewał Blind Lemon Jefferson, komponując ''Oil Well Blues'' i ''Oklahoma Man Blues”. Wielu bluesmanów zawadziło o Oklahomę, wielu o niej śpiewało. W pieśniach Charliego Pattona, Bessie Smith, Bo Cartera i Tommy’ego McClennana nazywano ją krótko: “Nation” albo “Territo”.
Andrew Baxter śpiewa o niej:

''Bin to the Nation, an' I jus' got back,
Bin to the Nation, an' I jus' got back.
Didn't git no money but I brought the sack.''(2).

“Nation sack” to worek, w którym bluesmani i kobiety lekkich obyczajów trzymali zarobek. Will Shade, lider Memphis Jug Band, opowiadał Paulowi Oliverowi, jak to damy płynące sławnym parowcem „Katy Adams” zarabiały tyle, że pieniądze musiały trzymać w workach. Chowały je pod spódnicą, okręcając się nimi w biodrach. Na „Katy Adams” z rąk do rąk przechodziły setki dolarów, wydawanych lekką ręką przez handlarzy bawełną. Interes musiał kwitnąc jeszcze w latach 30-tych, skoro Robert Johnson śpiewał:

''Aaah! she's gone, I know she won't come back,
I taken her last nickel out of her Nation sack.''(5).

Czarni przejęli od Indian nie tylko chleb kukurydziany. Z Oklahomy wywodzi się ponoć sławny “Canned Heat” - denaturat filtrowany przez płótno. Indianie pili politurę do mebli, rozpuszczoną pastę do butów i spirytus do odkażania ran z wanilią i cukrem. Pijał go i Tommy Johnson, upamiętniając w słynnym ''Canned Heat Blues”. Z indiańskiego dialektu pochodzi sławne „hoochie – coochie” i nazwa bluesowej wytwórni „Okeh”.

Pół Indianką była babka Sama Chatmona, indiańskich przodków miał też zdaniem Honeyboya Edwardsa i Sona House’a Charlie Patton. Ta sama krew płynęła w żyłach urodzonego w Oklahomie Lowella Fulsona. Przodków z plemienia Cherokee mieli Champion Jack Dupree, Scrapper Blackwell, Roy Brown, Robert Wilkins, Bo Carter, Big Joe Williams, Leadbelly i Louisiana Red, a w historii bluesa roi się od “''Chickasaw Train Blues'', ''Seminole Blues'' i ''Big Chief Blues''. Inni, jak Furry Lewis, marzyli o ślubie z Indianką.

''I said when I marry, gonna marry a Indian Squaw,
So the Big Chief can be my daddy-in-law.''( 68).

Indianom zazdroszczono wolności i zamożności. Walnie przyczyniał się do tego Urząd do Spraw Indian, rozpuszczając pogłoski, że w rezerwatach Indianie oddają się łowom i wypoczynkowi, utrzymując się z sutych dotacji rządowych. Ciężko pracującemu murzyńskiemu wyrobnikowi taka egzystencja mogła wydawać się rajem.
Od chwili powstania stanu Oklahoma Indian nie uważano już za kolorowych, a w części stanów zrównano ich w prawach z białymi. Nic więc dziwnego, że Afroamerykanie chętnie powoływali się na swych prawdziwych lub wymyślonych indiańskich przodków.

Choć związki między czarnymi i Indianami były liczne i bliskie, a wpływ kultury indiańskiej na ukształtowanie się zwyczajów czarnej społeczności niemały, rzadko się o nich wspomina, a w bluesie niemal całkowicie pomija. A przecież dziś na Południowym Wschodzie żyje niemal 200.000 ludzi z indiańską krwią w żyłach – w przeważającej ilości czarnych.

tłum. i skrót: by_ingeborg

http://www.earlyblues.com
 [1] komentarzy    skomentuj  
<< (1 dokumentów/strona 1 z 1/dokumenty 1-1) >>
 
  kalendarium  
Dziś jest: 2023-12-05
126 lat temu...
1897.12.05 W Glendora w Missisipi ur. się Sonny Boy Williamson II (Alex Miller), jeden z największych harmonijkarzy bluesowych. Zmarł 25.05.1965 r.
sonnyboy.com/
 
  reklama  
 
  szukaj  


[również w treści]
 
 
  logowanie  

Nie jesteś zalogowany/-a

login: 

hasło: 




Nie pamiętam hasła

Zarejestruj się

 
  reklama  
 
  najnowsze  
Powered by PHP, Copyright (c) 2007-2023 ..::bestyjek::..